Strona główna » Opinie » KolejoweAbsurdy.pl » Pseudokibice rządzą w polskich pociągach

Pseudokibice rządzą w polskich pociągach

Redakcja

Najczęściej wsiadają do pociągów nocnych. Zwykle od razu w kilkaset osób. W większości na gapę. Zastraszają zwykłych pasażerów. Gdy skończy się alkohol, przystanek na żądanie robią sami. Ręcznie. Niszczą wszystko, co mają przed sobą. Jeśli jedzie z nimi policja, ta niczego nie widzi. Zostają za to zdemolowane wagony. I tysiące złotych strat. Reakcja kolei? Bierna. Sygnał dla kiboli? Zapraszamy ponownie. Nic dziwnego, że tak chętnie korzystają. 

[Uwaga – niniejszy artykuł nie jest wymierzony we wszystkich kibiców. Neguje wyłącznie zachowania pseudokibiców, którzy niszczą kolejowe mienie, zastraszają przeciętnych podróżnych i jeżdżą bez biletów] 

Wielkanocna noc 31 marca/1 kwietnia. W składzie pociągu TLK Ustronie przez całą Polskę jedzie duża grupa krakowskich kibiców. Gdy wysiadają w Gdańsku, obraz jest przerażający. Brak kilkudziesięciu zasłonek, niektórych gaśnic, tablic kierunkowych i numerowych. W toaletach totalny brud. Wyrzucone deski sedesowe, rozbite lustra. W niektórych przedziałach wyrwane stoliki, a w korytarzu nawet rozkładane krzesło. Co najmniej 5 wagonów do natychmiastowego wyłączenia z ruchu. Policja w składzie? Skądże. W domu. Przecież są święta. Kibole zadowoleni idą na mecz. Po meczu w podobny sposób wracają do Krakowa.

 

21 kwietnia, Gdańsk Główny. Do nocnego pociągu w kierunku Wrocławia wsiada blisko 200 kibiców. Mimo że mają dołączone wagony, chodzą po całym składzie. Opróżniają w nim wszystkie gaśnice przeciwpożarowe i notorycznie zakłócają spokój pozostałym pasażerom. Jak zwykle niszczą też wagony. Drużyna konduktorska? Bezsilna. SOK? Ktokolwiek ich widział, ktokolwiek wie. Policja? Owszem, jechała. I właściwie tyle można o niej powiedzieć.

4 maja. Na gdyński peron wjeżdża pociąg do Wisły. Wsiadają podróżni, chwilę później wbiegają kibice. Grożąc, każą się ludziom wynosić. Opornych podróżnych wyprasza policja. Nie pomagają apele, że mają miejscówki. Wagony zajmują hałaśliwi kibice. Wyproszeni pasażerowie jadą na stojąco przez trzy godziny, aż wreszcie o północy kolej dostawia dla nich tabor. Ten incydent zostaje nagłośniony. Przez kilka dni mówi o nim cała Polska. Później sprawa cichnie.

30 kwietnia, Boże Ciało. Pociąg Kolei Śląskich relacji Lubliniec – Katowice wjeżdża na stację Chorzów Batory. Na przeciwnym peronie stoi kilkuset kibiców. Część z nich postanawia wtargnąć do pociągu. Oszczędzają jedynie kobiety i seniorów. Pozostali pasażerowie zostają pobici. Inni kibole obrzucają ten skład kamieniami. Straż Ochrony Kolei? Zamknięta w przedziale służbowym. Patrol wychodzi, gdy bandyci uciekają. Nikt nie zostaje zatrzymany. Tak na Onecie relacjonuje podróżny: „Kibolstwo robiło zadymę na peronie, a cała armia policjantów stała na dole w holu. Weszli na peron, gdy już się uspokoiło. Jakieś komentarze?”.

To tylko wybrane obserwacje z bieżącego sezonu. Do podobnych incydentów dochodzi podczas większości podobnych wyjazdów. Jest ich tak dużo, że można by o nich napisać książkę. Każdy przejazd, oprócz standardowych zniszczeń, to nowe wybryki. Był już przypadek, gdy kibicie podłączyli się pod kolejowy radiowęzeł. Efekt? Przez całą noc wszyscy podróżni słuchali głośny heavy metal i przekleństwa „nadających”. Innego razu wyrzucili na peron pasażerów, którzy zwrócili im uwagę. W ubiegłe wakacje z towarowego pociągu przenieśli do swojego… worki cementu. A gdy jesienią zdemolowani nowe perony katowickiego dworca, minister tylko pogroził. Z daleka, na Twitterze. I też sprawa ucichła.

Choć problem związany z kibicami jest złożony, winę ponoszą kolej i służby mundurowe. Oto kilka najważniejszych zarzutów:

1. Jeśli kolej dostaje informację o przejeździe kibiców i decyduje się dołączyć dodatkowe wagony, to zamiast najgorszych, podstawia te z pełnym wyposażeniem. W rezultacie, niemal po każdym przejeździe, „znikają” zasłonki, zagłówki, młotki bezpieczeństwa, dochodzi do dziesiątek dewastacji, a część taboru na długie miesiące jest wyłączana z ruchu na naprawy.

2. Ci z kibiców, którzy wsiadają bez biletu, spokój mają zapewniony. Drużyny konduktorskie najczęściej nie upominają się o uregulowanie należności za przejazd, a jeśli nawet tego chcą, to nie mogą liczyć na pomoc mundurowych – zarówno w kwestii wyproszenia z pociągu bezbiletowców, jak i ustalenia ich danych osobowych do wypisania odpowiednich kar. Policja stoi na stanowisku, że kibice i tak muszą pojechać. A kierownik pociągu zamiast się temu sprzeciwić, zarządza odjazd. Takie sytuacje dają kibicom jasny sygnał: kolej to w Polsce darmowy transport. Warto dodać, że były jednostkowe przypadki, gdy drużyna konduktorska stanowczo odmówiła odjazdu pociągu. Po kilku godzinach stania kibice sami przychodzili prosić, czy nie dałoby się już wyjechać… 

3. Jeśli zamiar przejazdu grupy kibiców nie był wcześniej znany policji ani przewoźnikowi, hałaśliwe grupy mogą bezkarnie jechać do swojej stacji, zakłócając spokój w całym pociągu i zagrażając bezpieczeństwu pozostałych podróżnych. Wzywane na stacje pośrednie patrole mundurowych nie przynoszą żadnych efektów. Policja nie jest w stanie zorganizować w krótkim czasie konwoju, zaś patrol prewencji stwierdza na miejscu, że nie podejmie się interwencji z uwagi na przewagę liczebną kibiców. Błędne koło się zamyka. Są obywatele, na których nie ma mocnych. Tak wygląda „państwo prawa”.

4. W przypadku, gdy z kibicami jedzie konwój policji, wówczas ochrona jest tylko pozorna. W przedziałach strumieniami leje się alkohol, parują kłęby dymu papierosowego, a z okien wylatują butelki i petardy. O dziwo nikt nie wystawia wówczas mandatów. Jak to możliwe, że mundurowi niczego nie widzą? Tymczasem gdy pojedynczy podróżny dokonuje w innym pociągu o wiele mniejszych naruszeń (np. picie piwa), mandat ma gwarantowany. Najczęściej w obecności kilku mundurowych. Policja i SOK tworzą jawny podział: pasażerowie są równi, i równiejsi.

5. Konwoje policji mają często fatalną organizację, a niekiedy nie są odpowiednio skoordynowane. Gdy kończy się teren województwa obsługiwany przez daną grupę policjantów, to bez względu na to, jaka jest sytuacja na pokładzie, ci z pociągu wysiadają. Bywa, że nie dochodzi do podmiany. Tak było m.in. w Laskowicach Pomorskich w lecie 2012 r. Widząc wychodzących policjantów, kibice nie kryli radości. Choć do Trójmiasta było już blisko, wystarczyło, by nadrobić stracony czas i zdemolować wagony. O incydencie mówiła głośno TVN24.

6. Po przyjeździe pociągu do stacji docelowej, kolej ogranicza się do spisania strat i telefonicznego zgłoszenia ich policji. Na tym de facto sprawa się kończy. Nikt na poważnie nikogo nie szuka, nikt niczego nie egzekwuje, a kolej bezboleśnie ponosi idące w tysiącach złotych straty. Dlaczego przewoźnicy nie potrafią wreszcie pozwać Policji i SOK? Skoro służby powołane do zapewnienia ochrony obywateli i publicznego mienia nie wywiązują się ze swoich obowiązków, to dlaczego nie mają ponieść za to konsekwencji? Jeśli dana formacja, będąc świadkiem niszczenia mienia, nie potrafi nikogo zatrzymać – sama powinna ponieść koszty napraw wagonów. Niezależnie od tego jaki byłby tego finał – odpowiednio nagłośnione pozwy zapewniłyby dyskusję publiczną, która dałaby szansę na wypracowanie skutecznych rozwiązań. Brak takich działań skutkuje jednym: nic się nie zmienia i nic się nie zmieni. 

7. I na koniec: Straż Ochrony Kolei. Gdy jadą kibice, SOK-istów w pociągach nie widać. Służba jakby zapada się pod ziemię. Przypadek?

Reasumując: tolerowanie bezbiletowych przejazdów daje pseudokibicom swobodę jeżdżenia koleją. Brak reakcji służb mundurowych na darmowe podróże, niszczenie mienia i zakłócanie spokoju powoduje bezkarność kiboli. A nieegzekwowanie przez kolej na drodze prawnej należytego wykonywania obowiązków przez służby mundurowe powoduje jedynie pozorną ochronę i konwoje dla samych przejazdów. Aż trudno uwierzyć, że zarówno policji, SOK, jak i spółkom kolejowym to wszystko jest obojętne. Szkoda, że cierpią na tym zwykli pasażerowie. Czy powyższy problem jest naprawdę nierozwiązywalny?

 

 

źródło: KolejoweAbsurdy.pl{jcomments on}

Podobne artykuły