Strona główna » Opinie » KolejoweAbsurdy.pl » Majówka 2013: Kolej znów wykiwała pasażerów

Majówka 2013: Kolej znów wykiwała pasażerów

 

Podczas tegorocznej majówki pasażerowie przekonali się, że kolejarzy jak zwykle zaskoczył szczyt przewozowy. Tysiące osób spędziło podróż na stojąco. Nierzadko nawet w toalecie. Nawet ci, którzy kupili bilet na blisko tydzień przed wyjazdem. Rzekome korzyści z pełnej rezerwacji miejsc rozsypały się w drobny maczek. Tymczasem narodowy przewoźnik triumfuje, że zdał egzamin. Z pobicia rekordu ile osób zmieści się w wagonie?

Jak na ironię losu, podczas tegorocznej majówki informatorzy PKP Intercity rozdawali ulotki oferty „Po prostu bilet”. A w niej czytamy: „Rezerwacja miejsc (…) pozwoli prognozować frekwencję i dopasować liczbę miejsc do realnego zapotrzebowania”. O tym, jak puste są te słowa, po 19 marca przekonały się tysiące osób. 

Problemy z zakupem biletu z rezerwacją pojawiły się już w ubiegły weekend, który rozpoczynał tydzień wielkiej majówki. W nocy 26/27 kwietnia na większość najpopularniejszych nocnych pociągów nie dało się kupić biletu z gwarancją miejsca do siedzenia. Mnóstwo osób spędziło noc na stojąco. Nikt nie zgłosił sprawy mediom, więc nikt nie dostawił żadnych wagonów.

Jednym z najbardziej skandalicznych przykładów, kiedy kolej bezczelnie zignorowała dane z systemu sprzedaży, są pociągi TLK Nosal i TLK Monciak-Krupówki (kursy w nocy 30 kwietnia/1 maja). Mimo iż na żaden z nich miejscówek w relacji do Zakopanego nie było już od co najmniej sześciu dni, PKP Intercity wyprawiła je w trasę bez jakichkolwiek dodatkowych wagonów! Dla podróżnych jadących do Zakopanego horror zaczął się już w Warszawie. Co najmniej kilkaset osób noc spędziło na bagażach: w korytarzu, w przedsionkach, a nawet w toaletach. Podróż zapamiętają na długo. Mimo tak ogromnej (w TLK Nosal dochodzącej w połowie trasy do 200%) frekwencji, dowiedzieliśmy się, że PKP raczyło wzmocnić je po jednym wagonie. Tylko gdzie? TLK Monciak w W-wie Wschodniej, a TLK Nosal dopiero w Krakowie Płaszowie, gdy część pasażerów postanowiła przerwać podróż i pójść na autobus. Miejsc brakowało też w innych nocnych TLK. To prawda, że na linii Kraków-Zakopane nie może jechać więcej niż 8 wagonów, jednak w przeszłości pociągi dzielono na dwa składy. Teraz nikt o tym nie pomyślał. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to okaże się, że niczym na Ukrainie, także i u nas bilet z rezerwacją trzeba będzie kupić u „konika”. Być może wkrótce ten biznes się rozwinie. Perspektywy ma naprawdę dobre…

Prawa rządzące koleją są proste jak konstrukcja cepa: im bliżej terminu wyjazdu, tym więcej osób kupujących bilet. Wiedzą to wszyscy, tylko nie kolejarze. Bo jeśli na blisko tydzień przed wyjazdem pociągu brakuje jakichkolwiek miejscówek (kl. 1, 2, kuszetki, wagon sypialny), a PKP nie dołącza ani jednego wagonu, to jak inaczej wytłumaczyć taką sytuację? Bezczelna, kpiąca ignorancja podróżnych. Wiadomo było, że bilety kupi kolejnych kilkaset osób. Jest jeszcze inny powód: dyspozytorzy boją się włączać dodatkowe wagony, bo zwiększają one koszt uruchomienia pociągu. A to nie podoba się przełożonym.

Wprowadzenie pełnej rezerwacji miejsc we wszystkich pociągach TLK wcale nie uzdrowiło sytuacji. Wzmocnienia pociągów dodatkowymi wagonami na początku majówki były wręcz szczątkowe i nie różniły się od realizowanych wtedy, kiedy w TLK nie było miejscówek. Nawet jeśli zdecydowano się na taką łaskę, to w zdecydowanej większości przypadków były to wzmocnienia jednym, a niezwykle rzadko dwoma wagonami. Niezależnie od tego, czy na dany pociąg sprzedano dwa razy więcej biletów niż miejsc siedzących i że dołączenie 1-2 wagonów absolutnie problemu nie rozwiązuje. W razie nagonki medialnej spółka zawsze ma wtedy argument: pociąg wzmocniliśmy. A że mimo tego kilkaset osób pojechało na stojąco? Na to też jest odpowiedź. Zdaje się, że PKP cytuje ją wszędzie z jednego szablonu: „Ponieważ jesteśmy operatorem transportu publicznego, nie możemy nikomu odmówić możliwości zakupu biletu”. Czyli – jak zwykle – winny jest pasażer. Mógł przez pół Polski iść na piechotę. 

Niedostosowanie długości pociągów do liczby pasażerów dotyczy wszystkich spółek. Przewozom Regionalnym najbardziej dostało się za ledwie 4-wagonowy interREGIO Portowiec (Warszawa – Szczecin, kurs 1 maja). „Pociąg wyruszył z Warszawy przed godz. 9 i szybko okazało się, że pasażerów jest więcej niż miejsc w wagonie, nie tylko siedzących, ale również stojących. Pasażerowie okupowali także toalety. W Warszawie Zachodniej nikt już nie mógł wejść do pociągu” – pisał portal gs24.pl. Pasażerowie podróż nazywali makabryczną. Co na to rzecznik spółki? „Nie nazwałbym tego makabrą. Nie doszło do żadnej tragedii”. Gratulujemy zadowolenia. Nikt nie wypadł, nikt nie zginął. Tragedii więc nie było.

Po tym, gdy podobne relacje pasażerów zaczęły pojawiać się w mediach, przewoźnicy zareagowali. Niestety, w ostatni dzień majówki. W Intercity sprawę w swoje ręce wziął sam prezes. Gdy wydał odpowiednie polecenia, okazało się, że na 5 maja spółka potrafiła znaleźć blisko 200 dodatkowych wagonów (pytanie gdzie były wcześniej?). Prezes obiecywał na Twitterze, że jeśli w Zakopanem braknie miejsc w pociągach, IC podstawi autokary. Szkoda, że nie wziął się też za kasy. W okupowanym przez podróżnych Zakopanem otwarta była tylko jedna. Druga w trakcie majówki miała awarię. Malinowski zapowiedział: „Norwid pojedzie wzmocniony – 13 wagonów, Smok Wawelski – wzmocniony na 15”. Pech chciał, że odjazd Norwida nagrała TVN24. W każdym wagonie stało po kilkadziesiąt osób. Podczas EURO 2012 dało się uruchomić nawet 17-wagonowy pociąg. Tym razem nie. Bo po co?

Złapani na dworcach pasażerowie przyznawali do kamer, że miejscówek na pociągi brakowało nawet kilka dni przed wyjazdem. Pijarowskie tweety prezesa IC szybko publikował minister Nowak. Szkoda, że nie wiedział (a może nie chciał wiedzieć?), że w pozostałych pociągach pasażerowie tłoczą się jak sardynki. Np. w TLK Barnim (Kraków-Szczecin). Tam frekwencja momentami dochodziła do 200%. Zestawienie? 6 wagonów. Tyle, co zawsze – donoszą nam pasażerowie. Gdybyśmy chcieli podać wszystkie przepełnione pociągi, co do których mamy potwierdzone przepełnienie, cały artykuł zająłby kilka stron. Warto jedynie wspomnieć, że 5 i 6 maja na stojąco wracali również podróżni płacący krocie za pociągi międzynarodowe (m.in. EC BWE, BGE, Varsowia, Comenius). 

Jedna z pasażerek tweetowała prezesowi IC: „Czekam w Dęblinie na TLK Ustronie. Nie ma miejsc w żadnej klasie. 4,5 h stania przede mną”. Gdy wsiadła, podała: „Szkoda gadać. Siedzę z gorączką na korytarzu”. Szybko znalazł się tam samozwańczy rzecznik IC, Tomek K., który dobrodziejstwo PKP doceniał najwyraźniej z domowego fotela. Odpowiedział jej i prezesowi: „To są pojedyncze przypadki w skali roku”. Później zatweetował jeszcze raz: „Uważam, że PKP Intercity zdało dzisiaj egzamin. Zainteresowanie było ogromne”. Inny dodał: „Zdało i to z zapasem”. Te wypowiedzi prezes szybko opublikował. Wiemy więc, że na kolei majówka była udana. Najwyraźniej żyjemy na innej planecie.

Coraz więcej podróżnych wypomina głośno PKP Intercity, że wprowadzenie pełnej rezerwacji miejsc miało spowodować lepszą reakcję na wzmożoną frekwencję, a tymczasem prawie nie widać zmian. Slogan o lepszym reagowaniu na frekwencję jest już jak bańka mydlana. Ciągle się powiększa, aż wkrótce pęknie. 

Jak wynika z najnowszych statystyk przewozowych polskiej kolei, łączna liczba podróżnych w okresie styczeń-marzec 2013 była o 2,4 mln mniejsza niż w tym samym okresie roku ubiegłego (65,8 kontra 68,2 mln pasażerów). Za rok będzie kolejnych kilka milionów mniej. A może właśnie o to im chodzi?

 

źródło: KolejoweAbsurdy.pl{jcomments on}

Podobne artykuły