Litwini w czwartek mają usłyszeć ostateczny werdykt. Trybunał Sprawiedliwości UE badał, czy kara 20 mln nałożona na Koleje Litewskie przez Komisję Europejską jest uzasadniona. Chodzi o demontaż torów do rafinerii Orlenu.
W 2008 roku Koleje Litewskie (LTG) zdemontowały 19 kilometrowy odcinek linii kolejowej, który łączył rafinerię Możejki z Łotwą. Było to najkrótsza trasa na Łotwę, bez konieczności wielokilometrowego objazdu w głąb Litwy.
Usunięcie toru miało być pokłosiem sporu Orlen Lietuva z Kolejami Litewskimi dot. taryf za przewóz ładunków koleją. Konflikt się zaostrzył, sprawa w końcu wylądowała na biurkach unijnych urzędników. W 2017 roku Komisja Europejska stwierdziła, że Koleje Litewskie nadużyły swoją pozycję i działały na niekorzyść Orlen Lietuva. Na litewską kolejową spółkę nałożono 28 mln euro kary grzywny.
Dwa lata później, pod koniec 2019 roku Koleje Litewskie zrehabilitowały się, bo na mocy porozumienia z Orlenem odbudowały 19 kilometrowy odcinek z Możejek do Renge. Dzięki temu 15 lutego 2021 roku uruchomiono pierwszy pociąg z produktami naftowymi z Rafinerii Możejki do Renge.
Olbrzymia kara
Dla Kolei Litewskich 28 mln euro kary to jednak bardzo duża kara. Organ sądowy TSUE w 2020 roku obniżył kwotę kary do kwoty 20 mln euro., tym samym zwrócił blisko 8 mln euro, ponieważ LTG karę opłaciło już w styczniu 2018 roku.
20 mln euro to jednak wciąż dla LTG ogromny wydatek. Spółka kolejowa zwróciła się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o całkowite uchylnie decyzji Komisji Europejskiej, deklarując poniesienie kosztów związanych z prowadzeniem sprawy.
Odwołanie Kolei Litewskiej do TSUE wpłynęło w styczniu 2021 roku. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości ma zapaść już w czwartek, 12 stycznia.
Komisja Europejska podtrzymuje swoje stanowisko, czyli stwierdzenie że LTG nadużyło swojej pozycji zmuszając Orlen do korzystania z usług przewozów towarowych na wydłużonej trasie. Koleje Litewskie bronią się natomiast tym, że stan torów był w bardzo złym stanie i nadawał się do demontażu.


