Koleje Mazowieckie, po zakończeniu obecnych projektów taborowych, planują kolejne zakupy pociągów. Ale nie mają póki co w planach zakupu składów bateryjnych. Przede wszystkim ze względów ekonomicznych.
Przewoźnik realizuje obecnie – przy pomocy właściciela, czyli samorządu województwa mazowieckiego, największy w swojej historii program taborowy. W grudniu ub. roku Koleje Mazowieckie podpisały z firmą Stadler piątą, ostatnią umowę wykonawczą na zakup 11 elektrycznych zespołów trakcyjnych FLIRT w ramach projektu obejmującego zakup łącznie 75 pociągów. Wartość dzisiejszej umowy przekracza 711 mln zł, a całego programu – 4,8 mld zł. Część wydatków pokryją fundusze unijne. To na razie koniec dużych zakupów w ramach obecnej unijnej perspektywy finansowej, ale KM myślą już o kolejnych inwestycjach. Typy, rodzaje pojazdów, które kupi przewoźnik będą uzależnione od wyników różnorakich analiz. Jednak jak na razie wszystko wskazuje na to, że Mazowsze raczej obędzie się bez pociągów bateryjnych.
Robert Stępień, prezes Kolei Mazowieckich co prawda nie rozstrzyga definitywnie ewentualnych zakupów pociągów z napędem akumulatorowym, ale nie jest też entuzjastą tej technologii. Pytanie o zakupy tego rodzaju taboru jest o tyle zasadne, że duża grupa europejskich – i nie tylko – przewoźników, zamawia pociągi bateryjne. Na przykład Ŝkoda produkuje tego typu pojazdy na zamówienie czeskich i słowackich kolei. Duża umowę zwarł także pod koniec tamtego roku niemiecki Siemens Mobility, który wyprodukuje 61 pociągów zasilanych akumulatorami dla przewoźnika kolejowego w północnej Westfalii.
Na Mazowszu także nie brakuje niezelektryfikowanych linii kolejowych, które teraz Koleje Mazowieckie obsługują taborem spalinowym. KM< rozbudowują i unowocześniają także ten segment swojego parku taborowego. W maju sejmik Mazowsza zdecydował o przeznaczeniu większej kwoty pieniędzy na zakup pociągów spalinowych i dzięki temu PESA Bydgoszcz wyprodukuje nie sześć, a 10 nowych dwuczłonowych spalinowych pociągów Pesa 231Ma. To powinno zaspokoić potrzeby KM do obsługi linii pozbawionych trakcji elektrycznej. Więc Mazowsze raczej obędzie się bez pociągów bateryjnych.
Wydaje mi się, że szynobusy wypełnią lukę, która miały wypełnić pociągi bateryjne, nieporównanie droższe w zakupie – wyjaśnił Robert Stępień, prezes Kolei Mazowieckich.
Klasyczne EZT-y
Podstawą taboru samorządowego przewoźnika pozostaną przez najbliższe dekady klasyczne elektryczne zespoły trakcyjne. Są one najbardziej ekonomiczne z punktu widzenia prowadzenia przewozów, jak i utrzymania, serwisowania pojazdów.
Z dzisiejszej perspektywy najbardziej racjonalne ekonomicznie jest kupowanie klasycznych EZT-ów. Dlatego spółka wycofała się z zakupu piętrowych elektrycznych zespołów trakcyjnych na rzecz pociągów FLIRT3 – mówi prezes Robert Stępień.
Mazowsze raczej obędzie się bez pociągów bateryjnych, a po zakończeniu programu zakupu 75 składów w fabryce Stadlera Koleje Mazowieckie będą posiadały 101 sztuk EZT-ów typu FLIRT. Do tego dochodzą mniejsze partie Impulsów z NEWAGU i Elfów, które dostarczyła przewoźnikowi PESA. Bydgoska fabryka produkuje także nowe dwuczłonowe elektryczne pociągi, które obsłużą połączenia w rejonie Radomia: do Dęblina i Drzewicy.

Docelowo Koleje Mazowieckie chcą wycofać z ruchu starszego typu EZT-y, czyli przede wszystkim EN57AKM oraz EN57AL. To składy, które opuściły mury wrocławskiego PaFaWagu, czyli najmłodsze pochodzą z lat 90-tych. Prezes Robert Stępień zakłada, że na początku następnej dekady Koleje Mazowieckie powinny mieć jeśli nie 100 % nowego taboru na stanie, to przynajmniej 95- 98%.
Leciwe pociągi zanikają
I ten starszy tabor już jest wycofywany. KM podjęły kolejną próbę sprzedaży czterech ETZ-ów serii EN71- 101 oraz o numerach 103, 104 i 105. Pojazdy pochodzą z lat 60-tych i 70-tych i są już zbędne przewoźnikowi. Pierwsze próby sprzedaży taboru były nieudane, ale spółka liczy, że teraz znajdzie się kupiec. Cena wywoławcza każdego z EN71 wynosi 800 tys. zł. Przewoźnik czeka na oferty zakupu do 2 lutego br. KM dopuszczają sprzedaż pociągów innemu przewoźnikowi, ale jeśli nie znajdzie się chętny do ich eksploatacji, to pociągi trafią na złom.
Ale nie cały stary tabor będzie kasowany. Na pewno Koleje Mazowieckie utrzymają na stanie pojazd EN57-038, czyli popularną „Babcię”. To najstarszy EZT w parku taborowym przewoźnika, zabytek kolejowy, który jeździ w historycznych barwach PKP, a nie w malowaniu KM. Teraz „Babcia” trafi na przegląd P5, który wykona za ponad 4 mln zł brutto konsorcjum firm CSI Invest oraz RS Mobility. Po nim wróci na tory i będzie woziła pasażerów.
„Babcia” dalej będzie utrzymywana choćby dla uczczenia poprzednich pokoleń kolejarzy – podkreślił Robert Stępień, prezes Kolei Mazowieckich.

