Strona główna » Opinie » KolejoweAbsurdy.pl » Gdzie nie ma kas, tam nie ma też biletomatu

Gdzie nie ma kas, tam nie ma też biletomatu

fot. Mennica Polska 

Choć zasady logiki i zdrowego rozsądku mówią, że biletomaty powinny być montowane przede wszystkim na tych dworcach, gdzie nie ma kas biletowych, polska kolej robi zupełnie odwrotnie. Automaty stawia tam, gdzie kas jest najwięcej. Nie od dziś wiadomo, że od lat wie wszystko „lepiej”. Szkoda tylko, że coraz bardziej malejące statystyki podróżnych tego nie potwierdzają.

Zdecydowanym liderem biletomatowej propagandy jest PKP Intercity. Na swojej stronie chwali się, że bilety na jej pociągi można kupować „już w blisko 150 biletomatach w całej Polsce”. Dane te powiela w różnych informacjach prasowych. W praktyce spółka ta nie ma ani jednego automatu na stacji bez kas biletowych. Choć pierwsze urządzenia zamontowała już około 5 lat temu, do dziś nie potrafiła wprowadzić w nich innych biletów niż jednorazowe. Żeby było „łatwiej”, bilet można kupić tylko na bezpośredni pociąg (bez przesiadki). Dla tysięcy osób nadal oznacza to przymusowe stanie w kolejkach do kas.

 

Przewoźnik ten jest za to niekwestionowanym liderem różnorodności i kolorowości tych urządzeń. Własnych biletomatów ma jedynie 11 sztuk (metaliczne urządzenia na Dworcu Centralnym w Warszawie). Część z nich ma stałą awarię. Ponad setka pozostałych urządzeń to maszyny agencyjne: srebrno-niebieskie firmy AVISTA, żółto-niebieskie firmy ASEC, biało-szare „przybudówki” do automatów Mennicy Polskiej i najnowsze, szaro-czerwone automaty tej ostatniej. Tylko w urządzeniach AVISTY i ASEC można płacić także gotówką. Pozostałe przyjmują jedynie płatności kartą. Około połowy biletomatów agencyjnych to urządzenia sprzedające także bilety komunikacji miejskiej (Warszawa, Wrocław, Lublin), znajdujące się w różnych miejscach tych miast. To dobrze, że do pasażera wychodzi się bliżej (np. pod centra handlowe, uczelnie), jednak przy znikomej reklamie i prymitywnej funkcjonalności urządzeń (tylko bilety jednorazowe) nadal niewiele osób chce lub może z nich korzystać. I trudno się im dziwić. Warto też dodać, że w godz. 0.00-1.00 trwa odwieczna „przerwa techniczna” w systemie rezerwacji PKP. A to oznacza, że nie kupimy wtedy żadnego biletu. Mimo tego strona internetowa przewoźnika z radością oznajmia, że jedne urządzenia są dostępne „całodobowo”, inne „1.00-24.00”. Być może te pierwsze o północy tylko świecą…

Największy kolejowy przewoźnik w Polsce, Przewozy Regionalne, swoich biletomatów na dworcach nie ma wcale. Te, które widzimy w niektórych lokalizacjach, to agencyjne urządzenia firmy AVISTA (z naszych informacji wynika, że na niektórych stacjach płaci operatorowi nawet 15-procentową prowizję). Żeby było ciekawiej, część z nich sprzedaje zarówno bilety Przewozów Regionalnych (PR), jak i PKP Intercity, część zaś tylko bilety PR. A różnią się jedynie brakiem małego loga drugiego przewoźnika. Automaty AVISTY są jednak przykładem, że da się w nich prowadzić sprzedaż innych rodzajów biletów. Przewoźnik musi jednać chcieć. Wybierając pod logiem PR przycisk „Inne bilety”, możemy kupić m.in. popularny Regio Karnet, Bilet Turystyczny czy bilet na przewóz psa albo roweru. Dostępne są też bilety na przejazd z przesiadką. W przypadku „prestiżowego” IC jak zawsze się nie da (czytaj: przewoźnik zapewne nie chce wprowadzić innych biletów, bo już dawno by to zrobił). Po zakup popularnego „Rodzinnego”, „Podróżnika” czy „Weekendowego” nadal musimy stać w kasach. Przewozy Regionalne są jednak autorem niebywałego „sukcesu”. Jedyną stacją w Polsce, gdzie zlikwidowano kasy, ale zainstalowano automat sprzedający bilety PR, jest Węgliniec. Biorąc pod uwagę fakt, że za kilka miesięcy obsługę kolejnej linii kolejowej do Węglińca przejmą Koleje Dolnośląskie, urządzenie najpewniej szybko stamtąd zniknie.

Ciekawy przypadek stanowią natomiast biletomaty zamontowane w najnowszych szynobusach niektórych województw (np. świętokrzyskie czy podkarpackie). Samorządy zamówiły je na wyposażenie pociągów, ale nie uzgodniły tego z przewoźnikami. Skutek: urządzenia są wyłączone.

Swoje duże biletomaty stawia na peronach PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście. I obwieszcza, że dzięki temu może rezygnować z tradycyjnych kas. Urządzenia – co oczywiste w naszym kraju – nie sprzedadzą biletu na pociąg innego przewoźnika, np. kursujące po Trójmieście REGIO. Ciekawym przypadkiem jest Arriva RP – spółka posiada swój jeden biletomat w kraju (stacja Tuchola).

Ostatni polskim przewoźnikiem, który zainwestował w biletomaty, są Koleje Śląskie. Automaty należą jednak do firmy InTeKo, o której głośno było ostatnio z powodu afer finansowych śląskiego przewoźnika. Ta regionalna spółka zainstalowała ich 17 sztuk. Koleje Śląskie są jednak przewoźnikiem, który może chwalić się, że ma najwięcej tych urządzeń na stacjach, gdzie nie funkcjonują żadne kasy biletowe – ledwie… kilka takich lokalizacji (m.in. Częstochowa Raków, Kobiór, Skoczów, Wisła Uzdrowisko). Jak na 38-milionowy kraj, w którym przed podróżnymi zamknięto około tysiąca dworców, jest czym się cieszyć. Trudno uznać w pełni za biletomaty kolejowe urządzenia, które stanęły pod gołym niebem na nowych przystankach w Tychach – należą do tamtejszej komunikacji miejskiej i na pociągi oferują jedynie bilety w taryfie pomarańczowej. Koleje Śląskie chwalą się za to ostatnio, że w swoich niebiesko-szaro-zielono-żółtych urządzeniach rozszerzają funkcjonalność: będzie w nich można płacić monetami (dotychczas przyjmowały tylko karty). Żeby nie było zbyt wesoło, tradycyjnie wprowadzono wyjątek: nie przewiduje się przyjmowania banknotów.

W ostatnim czasie kolejowe biletomaty ciągle… migrują. Od 9 grudnia 2012 r. w 140-tysięcznym Rybniku automat był jedyną możliwością zakupu biletu na pociągi PKP IC. Szybko go jednak zdemontowano. Urządzenia znikają też w innych dużych miejscowościach. Tak stało się choćby w 175-tysięcznym Bielsku-Białej i 113-tysięcznym Tarnowie. W pierwszym mieście biletomat był całkiem z boku dworca, tuż przy mało popularnym wejściu do tunelu. W drugim – przed dworcem, ale od strony peronów. Ktokolwiek odstał swoje i kupił bilet w kasie, automat spotykał… idąc na peron.

W Szczecinie niektóre biletomaty zamknięto zaś w mało widocznym pomieszczeniu w kamienicy, po drugiej stronie torów. Niedługo i tutaj kolejowi „planiści” dojdą do słusznego wniosku: zlikwidować. Prasie powiedzą, że pasażerów nie było. Za to najlepsze obroty urządzenia notują w Krakowie. Tam zdecydowano się na najbardziej drastyczny wariant. Jesienią ubiegłego roku zlikwidowano połowę kas biletowych w holu dworca. W szczytach przewozowych do każdej z pozostałych ustawiają się nawet 20-osobowe kolejki. Do biletomatów również, choć nieco mniejsze. Szkoda tylko, że zamiast dobrowolnie, podróżni muszą korzystać z nich w akcie desperacji (bilet u konduktora to +8 zł (PR) lub +10 zł (IC). Zamiast na dworcu, cztery urządzenia stoją obok siebie w tunelu peronowym, ale na terenie Galerii Krakowskiej. W największych szczytach poświątecznych powrotów (gdy sklepy są ustawowo zamknięte), podróżni mają kolejny prezent: biletomaty mogą oglądać przez szybę. Pal licho, że doświadczają tego Polacy. Te sceny widzą też obcokrajowcy. Polska kolej jest bezwstydna.

Nasze biletomaty to nadal dziesiątki „wyjątków od wyjątków”. Przykłady?

– w żadnym polskim biletomacie nie kupimy biletu międzynarodowego;

– żadnym polskim biletomacie nie dokonamy zmiany umowy przewozu;

– w żadnym polskim biletomacie nie kupimy rezerwacji na kuszetkę i wagon sypialny. 

Można by wymieniać więcej. Mamy za to pewność: każde uruchomienie nowej funkcjonalności (np. zakup biletu na przewóz psa), będzie ogłaszane wielkim sukcesem i jako dobrodziejski prezent przewoźnika. Jak zwykle ważniejsza jest propaganda, niż rzeczywista korzyść pasażera.

 

źródło: KolejoweAbsurdy.pl
 
fot. automaty-biletowe.pl (slider){jcomments on}

Podobne artykuły