NaKolei.pl MediotekaDawniej na kolei O palaczach co jeździli koleją…

O palaczach co jeździli koleją…

Mateusz Marczewski

Pamiętam jak, mając 5-6 lat często jeździłem koleją z rodzicami. Te częste przejażdżki dały początek mojej fascynacji zarówno symulatorami kolei, jak i całą branżą kolejową, a w ostateczności doprowadziły do tego, że mogę pisać artykuły dla Nakolei.pl dotyczące tematu, który mnie kręci. Tym o czym jednak z moich wspomnień chciałbym napisać to wagony dla palaczy, a później przedziały dla takowych podróżników. Dla niektórych może być to zaskoczenie, co młodsi użytkownicy kolei mogą ich w ogóle nie pamiętać. Nawet niektórzy w naszej redakcji o takich wagonach już zapomnieli.

W moich wspomnieniach z dzieciństwa zachowało się jedno konkretne z pewnego przejazdu na trasie Warszawa Centralna – Katowice. Podróżowaliśmy jesienią, a może nawet wczesną zimą. W czasach bez smartfonów i z ledwo wchodzącym trendem, jakim była konsola PSP, moją ulubioną rozrywką w podróży koleją było chodzenie korytarzami wagonów, od lokomotywy aż do końca składu. Przy tych „spacerkach” nieodłączną towarzyszką mej zabawy pozostawała mama. Pilnie czuwała, idąc za mną, czy jestem bezpieczny i nic mi się nie stanie. Jednak podczas tej podróży w pewnym momencie złapała mnie za kołnierz i zatrzymała – zdziwiłem się. Staliśmy przed przejściem pomiędzy wagonami, moja ręka już spoczywała na drzwiach, wyczekując, by tylko je otworzyć: “To wagon dla palących. Nie idźmy tam.”. Takie słowa w uszach dziecka są jak zachęta. Zaczęło się moje marudzenie, mama ustąpiła i weszła ze mną do wagonu.

Na początku pomieszczenia, koło toalety nie widziałem żadnej różnicy od zwykłego wagonu. Ot typowy wagon PKP: przede mną drzwi do toalety, a na lewo drzwi do korytarzyka z przedziałami. Wszedłszy do korytarzyka odczułem jednak specyficzny zapach – palonego tytoniu. W poszczególnych przedziałach siedzieli ludzie, w dwóch pierwszych nikt akurat nie palił, w dwóch kolejnych po dwie osoby na przedział wdychały dym, aby zaspokoić swój głód nikotynowy. Przedział wtedy nie okazał się być dla mnie w żaden sposób wyjątkowy, więc kontynuowałem swój “spacer” wagonami i szybko zapomniałem o całej otoczce wyjątkowości sytuacji.

Mam też wiele innych wspomnień z przejazdów dotyczących zamierzchłych czasów możliwości palenia w wagonach, później nielicznych przedziałach, aż w końcu całkowitego zakazu palenia we wszystkich miejscach w pociągu. Na pewno niektórzy z Was kojarzą takie śmieszne, metalowe małe “śmietniczki” w przedziałach PKP – te kiedyś służyły jako popielniczki. Po rozmowie z kilkoma dużo starszymi Kolejarzami, dowiedziałem się nawet o popielniczkach w korytarzach wagonów – ale tego świadkiem nie byłem.

Pierwsze ograniczenia w paleniu w pociągach nastąpiły 9 grudnia 2006 roku, kiedy to przewoźnik zakazał palenia w 30 składach typu Intercity i Eurocity. Jednak ostateczny kres paleniu w wagonach kolejowych zadała nowelizacja ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, która weszła w życie 15 listopada 2010 roku. Nowelizacja spotkała się z pozytywną reakcją osób niepalących, a dość negatywną palących. Co jednak połączyło te dwie grupy, to bardzo negatywna reakcja na nowe zjawisko – palenia papierosów w toaletach i spadku ich czystości… Problem, który pojawia się do dziś.

Jaki właściwie był cel tego artykułu? Miał on pobudzić wspomnienia – może nawet uczucie nostalgii – za przeszłością, za czasami przejazdów, kiedy w wagonach było słychać równomierny stukot podczas jazdy, gdzie były popielniczki w każdym przedziale zamiast kontaktów do ładowania. Mój tekst nie miał w żaden sposób zachęcić do palenia, czy powrotu takich wagonów – a jedynie przypomnieć tym co to przeżyli, że takie rzeczy miały miejsce, a tym co nigdy tego nie spotkali – doinformować…

Skomentuj ten artykuł

Podobne artykuły

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Akceptuję Polityka prywatności