19 sierpnia 1980 roku doszło do największej katastrofy kolejowej w historii powojennej Polski. W wyniku zderzenia czołowego pociągu pasażerskiego z pociągiem towarowym śmierć poniosło 67 osób, a ranne zostały 64 osoby. Dziś wspominamy te wydarzenie sprzed 40 lat.
Dziś, 19 sierpnia 2020 roku obchodzimy 40 rocznicę największej katastrofy kolejowej w powojennej Polsce. Do dzisiaj wydarzenie te jest wspominane nie tylko przez Kolejarzy. W dniu dzisiejszym na miejscu katastrofy odbywają się obchody upamiętniające wypadek, które organizowane są m.in. przez PKP PLK, POLREGIO, Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce. Jak podają organizatorzy wydarzenia:
Przez udział w uroczystości chcemy podkreślić pamięć o ofiarach i połączyć się w smutku i współczuciu dla ich rodzin.
Przebieg największej katastrofy kolejowej
19 sierpnia 1980 roku z Dworca Głównego w Toruniu odjechał o godzinie 4:18 opóźniony pociąg nr 5130, który docelowo miał zakończyć trasę w Łodzi Kaliskiej. Powodem opóźnienia pociągu była potrzeba doczepienia wagonów sypialnych, które pierwotnie podłączone były do pociągu z Kołobrzegu. Dwie minuty po odjeździe pociągu pasażerskiego, bo o 4:20 ze stacji Otłoczyn bez zezwolenia i po nieprzygotowanej dla niego torze, ignorując sygnał „Stój” odjechał pociąg towarowy nr 11599. Maszynista tym manewrem rozerwał blokadę zwrotnicy i po niewłaściwym torze ruszył w stronę Torunia.
Chwilę później, około godziny 4:30 doszło do zderzenia czołowego pociągu towarowego z pociągiem osobowym. W momencie zderzenia, pociąg pasażerski rozpędzony był do około 85 km/h, natomiast towarówka do około 33 km/h. W wyniku zderzenia obie lokomotywy, trzy wagony pasażerskie i trzy wagony towarowe zostały doszczętnie zniszczone.
Na miejscu zginęło 65 osób, dwie następne śmierć poniosło w wyniku odniesionych obrażeń. Natomiast 64 osoby zostały ranne. Najmłodsza ofiara wypadku miała zaledwie 7 lat.
Zadzwonił do mnie ówczesny naczelny toruńskich „Nowości”, Zefiryn Jędrzyński i kazał sprawdzić, co się stało – wspomina Zbigniew Juchniewicz, który na miejscu tragedii spędził później kilkanaście godzin. Relacjonował i robił zdjęcia. Niektóre z nich są tak drastyczne, że nie nadają się do publikacji. – Nie miałem samochodu, wziąłem więc taryfę. Taksówkarz już wiedział, że pod Otłoczynem doszło do katastrofy, że są zabici. Na szosie zatrzymali nas milicjanci, był wśród nich jednak naczelnik drogówki, którego znałem. Kiedy wysiadłem nie zapytał mnie, dlaczego tam jadę, ale czy zjadłem śniadanie. Rzeczywiście, tego co tam zobaczyłem, po prostu nie da się opisać.
Około godziny 8:45, czyli po 4 godzinach od momentu wypadku – z rozbitej lokomotywy „SU45”, która ciągnęła skład pasażerski udało się wyciągnąć maszynistę Gerarda Przyjemskiego, który mimo poważnych obrażeń przeżył. Pomocnik Przyjemskiego zmarł, tak samo jak załoga pociągu towarowego, ciągniętego przez „Gagarina”
Przyczyny katastrofy do dziś do końca nie zostały wyjaśnione. Winą za wypadek obarczono maszynistę pociągu towarowego, który pracował tej doby nieprzerwanie ponad 20 godzin i znalazł się na niewłaściwym torze.





