Strona główna » Wiadomości » Wydarzenia i targi » Nieznany sprawca paraliżuje ruch

Nieznany sprawca paraliżuje ruch w okolicach Zielonej Góry

fot. naKolei.pl

Uwaga, ktoś paraliżuje ruch kolejowy w okolicach Zielonej Góry. Przez radiotelefon nadaje sygnał alarmowy i zdalnie zatrzymuje pociągi! Wyzywa też dyżurnych ruchu, a maszynistom wydaje błędne polecenia. Mężczyzny szuka policja i Urząd Komunikacji Elektronicznej. To musi być osoba, która zna się zarówno na łączności radiowej, jak i na kolei. Ostatnio uderza w szczególnie czuły punkt.

„Szalony zawiadowca” zatrzymuje pociągi towarowe, które z Czerwieńska jadą do Zielonej Góry. To groźne, bo Stacja Zielona Góra znajduje się na wzniesieniu. Jeżeli skład towarowy zatrzyma się, później nie ruszy. Efekt żartów jest taki, że musimy wzywać lokomotywę do popychu – opowiada Mariusz Olejniczak, rzecznik Zakładu Linii Kolejowych w Zielonej Górze.

Człowiek, który stał się zmorą kolejarzy, używa Radio-Stopu. To system bezpieczeństwa na kolei. Umożliwia zdalne zatrzymanie lokomotyw. Rozwiązanie wprowadzono w Polsce po katastrofie kolejowej pod Otłoczynem k. Torunia w 1980 r. Pociąg osobowy zderzył się wtedy czołowo z towarowym. Dyżurni ruchu widzieli, że maszyny jadą naprzeciwko siebie. Wiedzieli, że dojdzie do tragedii, ale nic nie mogli zrobić. Zginęło wówczas 65 osób, a 66 zostało rannych.

Dziś, gdy dyżurny widzi zagrożenie, np. pociąg wjeżdżający na niewłaściwy tor, wciska alarm w swoim radiotelefonie. Urządzenie wysyła drogą radiową sygnał dźwiękowy, który odbierają radia w lokomotywach. Dźwięk wywołuje nagłe hamowanie we wszystkich pociągach, które znajdują się w jego zasięgu, zwykle w promieniu ok. 20 km.

Ostatnio właśnie taki sygnał często rozchodzi się po szlakach kolejowych pomiędzy Czerwieńskiem, Zieloną Górą, Nową Solą. Pociągi osobowe stają w szczerym polu, a zaniepokojeni maszyniści kontaktują się z dyżurnymi ruchu i pytają, co się stało. Dyżurni rozkładają ręce: – To nie my. Po kilkunastu albo i kilkudziesięciu minutach postoju pociągi ruszają dalej.

Pierwsze taki przypadki pojawiały się półtora roku temu, ale były sporadyczne. Ostatnio zdarzają się 3-4 razy w tygodniu. Tak było na początku listopada. Pociągi stawały w okolicach Czerwieńska i Radnicy. Wcześniej między Zieloną Górą i Nową Solą. Reguły nie ma. Ktoś nadaje sygnały zarówno rano, jak i wieczorami

– opowiada Zdzisław Kowalski, komendant Komendy Regionalnej Straży Ochrony Kolei w Zielonej Górze.

Oczywistą konsekwencją są opóźnienia. Pasażerowie się wściekają. Odblokowanie alarmu trwa. Ale skutki mogą być dalece poważniejsze niż późniejszy dojazd podróżnych do celu. „Zawiadowca” wchodzi na częstotliwość łączności radiowej kolejarzy i… – Wyzywa dyżurnych ruchu, a nawet wydaje maszynistom błędne polecenia. Tu już nie ma żartów – zapewnia Mariusz Olejniczak z Zakładu Linii Kolejowych.

Jakim sposobem ktoś igra z koleją? Może to robić np. poprzez skradziony radiotelefon. – Tyle że nie mamy informacji o takiej kradzieży. Owszem, nam raz skradziono radiotelefon z samochodu, ale ten model działał na innej częstotliwości i nie miał funkcji Radio-Stopu. Bardziej prawdopodobne jest, że ktoś bawi się radiostacją. Dla fachowca znalezienie odpowiedniej częstotliwości to żaden problem – tłumaczy komendant Kowalski.

Jednak Michał Półtorak, dyrektor lubuskiej delegatury Urzędu Komunikacji Elektronicznej, zaznacza, że mamy tu dwa różne przypadki. Wejście na częstotliwość PKP i rozmowy z pracownikami kolei to jedno, a nadawanie Radio-Stopu drugie. – Możliwość nadania sygnału alarmowego mają tylko urządzenia kolei. Przypadkowe użycie nie wchodzi w grę, bo wcześniej trzeba zerwać plombę i złamać blokadę. Sam sygnał jest kodowany i trudno sobie wyobrazić, że ktoś nada go z urządzenia, które nie należy do PKP – wyjaśnia dyrektor Półtorak. Dlatego pracownicy UKE są przekonani, że radiotelefon został skradziony albo trafił w niepowołane ręce.

Radiowca lub radiowców szuka zielonogórska policja, a także lubuska delegatura UKE. Pracownicy urzędu nie informują o szczegółach.

Podobne przypadki zdarzały się k. Warszawy. Trzech mieszkańców stolicy, w tym maszynista warszawskiego metra, przez rok zatrzymywali pociągi na trasie Warszawa – Łódź. Poznali się na internetowym forum dla krótkofalowców. Postanowili przetestować swoje umiejętności i urządzenia, którymi dysponowali. Rekordowego wieczoru wysłali sygnał alarmowy 59 razy. Maszynista został zwolniony z pracy, a wszyscy odpowiadają przed sądem. Postawiono im zarzut dywersji informatycznej, za co grozi 8 lat więzienia.

 

źródło: gazeta.pl{jcomments on}

 

 

Podobne artykuły