Czy 5 lat więzienia dla osób, które niszczą tabor kolejowy, malując na nim graffiti jest słuszną karą? Realia kar wyglądają nieco inaczej, a sprawca szkód mógłby za swoje czyny odpokutować w bardziej karzący sposób.
Trend na malowanie graffiti na pociągach nadal istnieje, głównie wśród ludzi młodych. W ostatnim czasie na naszym portalu pisaliśmy m.in. o zatrzymaniu czwórki młodych mieszkańców Piaseczna, którzy zostali zatrzymani w Warce na gorącym uczynku. Teraz grozi im do 5 lat więzienia i niewykluczone jest, że sprawcy będą zmuszeni ponieść koszty z własnej kieszeni. Przymus zapłaty za swoją lekkomyślność jest dobrym pomysłem do walki z wandalizmem, ale może kara ta powinna być bardziej surowa…
Przymusowa naprawa wyrządzonych szkód
Kara do 5 lat pozbawienia wolności nie oznacza, że sprawca odsiedzi „5 lat” w więzieniu. Prawdopodobnie taka osoba, dostanie krótszy wyrok i to w zawieszeniu, przebywając w zakładzie karnym opłacanym za nasze podatki. A wtedy koszt naprawy pomalowanego pociągu spadnie na środki przewoźnika. To nie jest do końca dobre rozwiązanie.
Pod koniec stycznia 2020 roku, miało miejsce podpisanie umowy, dzięki której to 350 więźniów będzie pracowało przy sprzątaniu pociągów PKP Intercity – więcej w artykule. Gdyby tak pójść tym śladem i skazanemu za zniszczenie mienia – czyli pomalowanie pociągu, oprócz kary odsiadki byłby zmuszony do naprawy swoich szkód, czyli szorowania warstw farby z sprayu. To zapewne przyniosłoby większe wartości resocjalizacyjne.
Zmniejszyłaby się skala zniszczeń taboru?
Takie zabiegi z pewnością pozytywnie wpłynęłyby w przyszłości na zmniejszenie zniszczeń taboru. Praca fizyczna w ramach rekompensaty za wyrządzone czyny miałaby lepszy wpływ na sprawcę, pozwoliłaby mu zrozumieć powagę szkód.

