VII Kongres Rozwoju Kolei
Kolej na świecie Przewozy pasażerskie Wiadomości

23 lata temu doszło do największej katastrofy kolejowej w powojennych Niemczech

23 lata temu doszło do największej katastrofy kolejowej w powojennych Niemczech Fot. L. Wagner

Dzisiaj przypada rocznica katastrofy, która wstrząsnęła całym światem. Podziwiany przez wiele państw niemiecki system kolejowy, z niezwykle nowoczesnymi pociągami ICE zawiódł.

Dokładnie 23 lata temu, 3 czerwca 1998 roku doszło do tragedii, która dzisiaj zapamiętana jest jako największa katastrofa kolejowa w powojennych Niemczech. Do katastrofy doszło niemalże dokładnie 7 lat po tym jak po raz pierwszy w trasę z pasażerami wyruszył ICE pierwszej generacji. Do katastrofy doszło w okolicach Eschede, kiedy to pociąg ICE 884 wypadł z torów przy prędkości 200 km/h, chwilę potem trzeci człon jednostki uderzył w filar wiaduktu. Pod zapadającą się już konstrukcją zdążył jeszcze przejechać trzeci i czwarty człon ICE, niestety pasażerowie kolejnych wagonów nie mieli już tego szczęścia. Konstrukcja zapadła się wprost na piąty człon, a kolejne uderzały w zawalony 200-tonowy wiadukt. “Wagony składały się jak akordeon” – tak to opisywały wtedy media.

Pociągi dużych prędkości ICE były wizytówką niemieckiej inżynierii. Wyróżniały się maksymalną prędkością eksploatacyjną, ale także wygodą. Wszystko miało być perfekcyjnie komfortowe. Kładziono dużych nacisk na to żeby podczas prędkości 200 km/h wzwyż nie odczuwać większych wstrząsów, ale także żeby było jak najciszej. Dlatego też między obręczą a resztą koła zdecydowano się montować gumy (chociaż już od 1965 roku UIC zalecał stosowania kół kutych z jednego kawałka stali). Miały one minimalizować drgania. Jak się okazało guma niekoniecznie była wytrzymałym materiałem, a podczas feralnego kursu, zmęczony materiał spowodował pęknięcie obręczy. Pęknięta obręcz z ogromną siła wbiła się w podłogę wagonu.

ICE z obręczą w wagonie pozostaje jeszcze na torze przez około 5,5 kilometra, a skład wciąż pędzi z prędkością 200 km/h. Przy wjeździe na stację w Eschede, resztki wbitej w podłogę obręczy rozerwały zwrotnicę. Wtedy też pierwsze trzy wagony wypadają z torów. Tylni wózek trzeciego wagonu wjechał na drugie odgałęzienie zwrotnicy, w skutek czego człon uderzył w filar. Reszta już jest nam znana – kolejne człony rozbijają się o beton.

Na pokładzie pociągu znajdowało się 287 pasażerów. Zginęło 101 osób, w tym dwóch pracowników kolei, pracujących w tym momencie pod wiaduktem. 88 osób zostało rannych. Była to najtragiczniejsza katastrofa w powojennych Niemczech, chociaż najwidoczniej Rząd Federalny chce, aby te niechlubne wydarzenie trafiało stopniowo w niepamięć. W Polsce w rocznice katastrof kolejowych, chociażby tych najtragiczniejszych pod Otłoczynem oraz pod Szczękocinami są corocznie upamiętniane przez kolejarzy, lokalne władze, ale także miejscowych oraz rodziny ofiar. Są to uroczystości, o których wspomina się w mediach. W przypadku Niemiec, ciężko znaleźć informacje o upamiętnieniu tamtego wydarzenia.

Po wypadku trzeba było znaleźć winnych tamtej katastrofy. I w taki oto sposób w 2002 roku prokuratura wniosła akt oskarżenia przeciwko konstruktorowi kół i dwóm pracownikom kolei, zarzucają im niedostateczne przetestowanie konstrukcji i niedbałość przy rewizji taboru. Ciągnąca się miesiącami seria ekspertyz nie dała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, na ile oskarżeni mieli techniczną możliwość wcześniejszego rozpoznania zagrożenia. Sąd zdecydował ostatecznie, że nie ma wystarczających dowodów ciężkiego zaniedbania obowiązków i umorzył sprawę bez orzekania o winie w zamian za zapłatę przez oskarżonych po 10 000 euro.

O krok od jeszcze większej tragedii

Katastrofa ta mogła okazać się tragiczniejsza w ofiary śmiertelne, gdyż drugim torem, w przeciwnym kierunku przejeżdżać miał pociąg ICE 787, który według rozkładu jazdy powinien minąć się z ICE 884 tuż obok wiaduktu. Tak się nie stało, gdyż pociąg ICE 787 minął stację Eschede z minutowym wyprzedzeniem.