O włos od tragedii na dworcu kolejowym w Dęblinie. Dwa pociągi – międzynarodowy ekspress z Kijowa i regionalny skład Kolei Mazowieckich – znalazły się na jednym torze. Tylko dzięki przytomności maszynisty prowadzacego skład z Ukrainy nie doszło do groźneo wypadku.
Do tej skandalicznej sytuacji doszło z powodu błędu człowieka albo systemu sygnalizacyjnego. Przed wjazdem na stację ekspresu sygnalizacja nie pokazywała, że tor już jest zajęty przez skład Kolei Mazowieckich.
Pociąg z Kijowa wjeżdżał na peron tuż po godzinie siódmej w gęstej mgle. Jechał dość wolno, ale tylko dzięki refleksowi maszynisty nie doszło do zderzenia ze składem stojącym na stacji. Pociągami jechało po kilkadziesiąt osób, na szczęście nikomu nic się nie stało.
– Maszynista zauważył, że źle jest ustawiona droga, wcisnął hamulec i w bezpiecznej odległości zatrzymał skład. Nikt z pasażerów nie ucierpiał. Pociąg jechał z prędkością 20 km/h – mówi Karol Jakubowski z biura prasowego PKP PLK.
Pociągi na linii Warszawa – Dęblin wciąż jeżdżą z kilkudziesięciominutowymi opóźnieniami. Sprawę od rana wyjaśniają eksperci z komisji badania wypadków kolejowych.

