Polskę zalewa fala wysokich, nieestetycznych ekranów akustycznych. Pojawiają się one nie tylko wzdłuż dróg, lecz także przy liniach kolejowych. Zielone, 5-metrowe ekrany szpecą i brutalnie niszczą krajobraz miast i miasteczek. Bywają również zamalowywane przez graficiarzy, co potęguje ich brzydotę. Okazuje się jednak, że nie wszędzie muszą się one pojawiać.
Mieszkańcy pięknego Milanówka zwrócili się o pomoc do konserwatora zabytków, który mając na względzie szczególne walory kulturowe i krajobrazowe tego miasta, wydał decyzję o obniżenie ekranów do 2 metrów. Ponadto na odcinkach, na których wykształciły się osie widokowe albo istnieją obiekty warte ekspozycji, przewidziano zastosowanie ekranów przeziernych, które złagodzą negatywne skutki wprowadzenia podziału przestrzeni, a w niektórych miejscach całkowicie zrezygnowano z budowy ekranów.
Zgodnie z ustawą o dopuszczalnym poziomie hałasu, w terenie zabudowanym w porze dziennej norma wynosi ok. 60 dB, a w porze nocnej – 50 dB. Jednakże odgłosy wytwarzane przez pociągi poruszające się po zmodernizowanych liniach kolejowych nie są uciążliwe dla mieszkańców okolic torów i normy te wydają się być zbyt wysokie. Ponad to, istnieją inne metody obniżania poziomu hałasu, np. wały ziemne czy pasy zieleni. Czasem wystarczy również postawienie niskich i przezroczystych ekranów.
W niektórych przypadkach ekrany nie tylko szpecą, lecz także zagrażają bezpieczeństwu. W Rzezawie w powiecie bocheńskim stoją przy przejeździe kolejowym i ograniczają widoczność (to właśnie tam zginął kierowca rajdowy Janusz Kulig).
Wadą ekranów są również drzwi ewakuacyjne służące do celów bezpieczeństwa – niestety ludzie często pozbawieni kładek czy przejść podziemnych korzystają z nich by przedostać się na drugą stronę torów, co kończy się tragicznie.
Ekrany akustyczne są drogie, brzydkie i często niepotrzebne. Nie wiadomo komu służą i kto na nich tak naprawdę zarabia. By ich nie było, potrzebne są zmiany w ustawie o dopuszczalnym poziomie hałasu oraz dobra wola osób, które decydują o ich ustawianiu.
S.C-J.

