Do 2020 roku PKP PLK ma zamiar wydać 50 mld zł na wiele modernizacji, inwestycji i remontów na kolei. Najpierw jednak musi zakończyć inwestycje z poprzedniej unijnej perspektywy. – Zostało bardzo mało czasu na wykorzystanie tych pieniędzy, ale chcemy wykorzystać całą dostępną alokację. Nie wszystko jednak zależy od nas – powiedział Andrzej Wojciechowski, wiceprezes PKP PLK na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
W ostatnich latach modernizacje linii skupione były na transporcie pasażerskim. Widać to po takich liniach jak Warszawa – Gdańsk, Kraków – Rzeszów czy Wrocław – Poznań – mówił podczas debaty na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach Maciej Gładyga z Departamentu Transportu Kolejowego w resorcie infrastruktury.
Mimo to PKP PLK ma problem z wydawaniem unijnych funduszy przeznaczonych na modernizację kolei – do końca ub. roku wykorzystano tylko jedna trzecią dostępnych funduszy. – Na teraz wykorzystaliśmy 45 proc. dostępnej alokacji na kolej. Reszta pieniędzy nie przepadnie, bo choć zostało mało czasu, chcemy w pełni wykorzystać pieniądze z UE i złożyć wszystkie faktury do końca roku. Ale jest cała masa zagrożeń, które mogą pokrzyżować nasze plany – przyznał Andrzej Wojciechowski, wiceprezes PKP PLK, i dodał, że PLK boryka się z problemem źle skonstruowanych umów czy zmowami cenowymi producentów.
– Dzisiaj walczymy o to, by przywrócić stan rzeczy, który mieliśmy 30 lat temu. Ale musimy patrzeć do przodu: kolej musi odzyskać zaufanie pasażerów, którzy się od niej odwrócili. Jeśli tego nie zmienimy, to po wyczerpaniu środków UE wrócimy do początku lat 90., kiedy Leszek Balcerowicz powiedział kolejarzom, że nie da im ani złotówki, i zaczęła się powolna agonia kolei – mówił prof. Wojciech Paprocki z Katedry Transportu SGH.
Na kiepski stan infrastruktury i problemy związane z remontami torów narzekał z kolei Wojciech Derda, członek zarządu PKP Cargo. – Transport kolejowy to 15 proc. transportu towarowego w Polsce. Tylko tyle, bo przy obecnej prędkości pociągów i stanie torów trudno nam pozyskiwać nowe kontrakty. Mamy duże możliwości, choćby patrząc na sytuację polskich portów, które mogą stanowić tańszą alternatywę dla Europy Zachodniej. Ale warunkiem jest to, że pociągi będą przejeżdżały przez Polskę w kilkanaście, a nie kilkadziesiąt godzin – stwierdził.
W dyskusji rozmawiano też o planach na bardziej odległą przyszłość, przede wszystkich o zamrożonych planach budowy kolei dużych prędkości, czyli osławionego Y, który miałby łączyć Poznań i Wrocław z Warszawą. – Nie wyobrażam sobie, żeby w ciągu najbliższych 20 lat stolica Polski nie była połączona z Berlinem szybkim pociągiem. Moim zdaniem popełniliśmy błąd, bo teraz, gdy Unia Europejska lansuje duże projekty transgraniczne, my przedstawiamy KDP jako naszą wewnętrzną linię – powiedział Krzysztof Niemiec, wiceprezes zarządu Track Tec. – W strategii rozwoju transportu jest zapisane, że decyzja o budowie KDP zostanie podjęta do 2020 roku. Ten projekt nie umarł, a obecnie PLK opracowuje studium w sprawie opłacalności kolei dużych prędkości w kierunku Berlina i Pragi – powiedział Gładyga. I dodał, że projekt budowy KDP został już zgłoszony do Komisji Europejskiej z dużą szansą na wpisanie do planu Junckera.
źródło:wyborcza.biz.pl

