Tym, czym dla prezydenta USA jest Air Force One, tym dla Hitlera był Fuehrersonderzug, czyli specjalny pociąg wodza III Rzeszy. W swoją dziewiczą podróż wyruszył on we wrześniu 1939 r. podczas napaści na Polskę.
Hitler ze względu na łączność przedkładał pociąg nad nad samoloty. Przy prowadzeniu Blitzkriegu ( wojna błyskawiczna) o postępach decydowało przede wszystkim skoordynowanie działań wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a do tego potrzebne było błyskawiczne przesyłanie wiadomości. Pod tym względem Sonderzug dawał o wiele większe możliwości niż samolot. Pociąg Hitlera, znany pod kodowymi nazwami: „F” (od słowa „Fuehrer”), „Ameryka” (ta nazwa pochodzi nie od USA, ale od maleńkiej miejscowości we Francji, gdzie Hitler stacjonował w czasie I wojny światowej) i „Brandenburg” był wówczas cudem techniki.
Na każdej stacji można go było podłączyć do kolejowej sieci telekomunikacyjnej, między stacjami korzystano zaś z radiostacji. Na przedzie i na końcu znajdowały się wagony z działkami przeciwlotniczymi. Nigdy nie zostały one użyte, bo pociąg był chroniony przede wszystkim ścisłą tajemnicą. Rozkład jazdy planowano w taki sposób, by nie zakłócał normalnego ruchu. O przejeździe pociągu pod specjalnym nadzorem kolejarze dowiadywali się w ostatniej chwili, przy tym nigdy nie było wiadomo, kto podróżuje.
W skład pociągu wchodziło z reguły kilka (osiem – dziewięć) wagonów specjalnych. Między innymi wagon wyposażony w urządzenia zasilające (generator car), wagon salonka, wagon konferencyjny, wagon do przewozu samochodów osobowych (reprezentacyjne limuzyny: Maybach, Horch 850 Pullman, terenowy sześcioosiowy Mercedes), wagon łączności. Poza tym, każdy skład wyposażony był w dwa wagony z działkami przeciwlotniczymi wraz z obsługą, które doczepione były na początku i na końcu składu (za lokomotywą).
S.C.-J.

