Choć wiadomo, że praca kierownika pociągu wiąże się czasem z koniecznością mierzenia się z trudnymi sytuacjami związanymi z podróżnymi, to jednak bez względu na to należy pamiętać o tym, że szacunek należy się nam wszystkim – podróżnym i pracownikom kolei. O tym jak trudna – ale też skuteczna – może być batalia o własne prawa opowiada kierownik pociągu Kolei Mazowieckich.
Jak długo jest Pan kierownikiem pociągu?
W firmie pracuję od 2012 roku, więc już 9 lat. Pierwsze dwa lata pracowałem jako konduktor, a następnie zostałem kierownikiem pociągu.
Proszę opowiedzieć o sytuacji, która się Panu przytrafiła. Jak doszło do zdarzenia i kiedy miało miejsce?
Sytuacja, o której chcę opowiedzieć, wydarzyła się 31 sierpnia 2017 r. Tego dnia pełniłem służbę w pociągu nr 19405, relacji Warszawa Wschodnia – Łowicz Główny. Przeprowadzałem kontrolę biletów na drugiej jednostce, między stacjami Warszawa Włochy a Warszawa Ursus Północny. Okazało się, że siedząca przy drzwiach przedziałowych podróżna miała nieważną kartę miejską. Przy takiej kontroli sprawdziłem dwukrotnie ważność karty, ponieważ taka jest procedura. Poinformowałem pasażerkę, że ma nieważną jeden dzień kartę, ważność bowiem straciła 30 sierpnia 2017 r. Powiadomiłem także panią o tym, jakie ma możliwości w takiej sytuacji, tj. że może kupić bilet z opłatą dodatkową, albo mogę jej wystawić wezwanie do zapłaty. W drugim przypadku powinna okazać dokument tożsamości celem wystawienia wezwania.
W jaki sposób zachowała się podróżna, wiedząc, że podróżuje bez ważnego biletu?
Początkowo twierdziła, że może zepsułem jej kartę, mimo że sprawdziłem ją dwukrotnie. Następnie zaczęła przeszukiwać torebkę. Myślałem, że szuka dokumentu lub pieniędzy, żeby zapłacić. Kiedy pociąg dojeżdżał do stacji Warszawa Ursus Północny, podczas hamowania, zachwiałem się. Podróżna wykorzystała ten moment – nagle, bez ostrzeżenia wystawiła ręce do przodu i zaczęła mnie uderzać. Pierwsze uderzenie skierowała na wysokość klatki piersiowej, następnie otwartymi dłońmi zaczęła bić mnie po twarzy oraz w inne miejsca, gdzie mogła dosięgnąć. Zapytałem ją: „co pani robi?”. Kobieta zachowywała się tak, jakby była w amoku. Kiedy tylko pociąg się zatrzymał i otworzyły się drzwi, uciekła w kierunku przeciwnym do ruchu pociągu. Nie goniłem jej, gdyż kierownik nie może opuścić miejsca pracy, jakim jest pociąg.
Czy inni pasażerowie zareagowali na to, co się wydarzyło?
Zapytałem podróżnych, czy widzieli tę sytuację. Początkowo nikt nie chciał nic powiedzieć, wszyscy siedzieli odwróceni do okien, udając, że nic nie widzą i nie słyszą. Jednak po chwili jedna z pasażerek zdecydowała, że zgadza się wystąpić jako świadek zdarzenia, oraz że złoży zeznania na policji.
Jakie kroki podjął Pan po zaistniałej sytuacji?
Zadzwoniłem na policję, jednak mogli przyjechać dopiero za około godzinę. Poinformowałem więc naczelnika o całym zajściu oraz o tym, że funkcjonariusze policji mogą się zjawić dopiero za godzinę. Oczekiwanie na policję skutkowałoby opóźnieniem pociągu, który obsługiwałem, oraz kolejnych pociągów na trasie, a tego wolałem uniknąć. Naczelnik zapytał, czy będę w stanie kontynuować pracę i uzgodniliśmy, że złożę zeznania po zakończeniu służby. Po powrocie do Warszawy zadzwoniłem ponownie na policję. Przyjechało dwóch funkcjonariuszy. Opisałem zdarzenie z pociągu. Było to wstępne przyjęcie zgłoszenia. Następnie mundurowi polecili mi, żebym po zakończonej służbie udał się na komendę centralną policji kolejowej, znajdującą się na Dworcu Centralnym, gdzie zgłoszenie z całym opisem sytuacji, zostanie przyjęte.
Jakie procedury były podejmowane na początku wyjaśniania sprawy?
Zgłoszenie do naczelnika, zgłoszenie zdarzenia na policję oraz napisanie raportu służbowego. Wówczas było to robione raportem służbowym na papierze. Obecnie takie raporty piszemy na tablecie. Został zabezpieczony monitoring z pociągu z tego dnia, o udostępnienie zapisu z monitoringu wystąpiła z prośbą również policja. Nagranie to było kluczowym dowodem w sprawie.
Jeżeli kierownicy pociągu byliby traktowani jako funkcjonariusze publiczni, podróżni inaczej podchodziliby do takich osób, gdyż wiedzieliby o tym, że za znieważenie czy naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza grozi odpowiedzialność karna, ścigana z urzędu.
Jak wyglądały dalsze podejmowane działania po zgłoszeniu zdarzenia?
Policja wnioskowała, aby ta sprawa nie była rozpatrywana z powództwa cywilnego, tylko jako napaść czynna na funkcjonariusza publicznego, pełniącego obowiązki na służbie. Przystał na to w późniejszym etapie prokurator.
Prawo nie wskazuje jednoznacznie, że takie sprawy powinny być rozpatrywane z „automatu”,
a pracownicy kolei nie są traktowani jako funkcjonariusze publiczni. Takie podejście do sprawy pomogłoby zapewnić większy poziom bezpieczeństwa pracownikom, jak również podróżnym.
Jak długo trwało rozpatrywanie sprawy?
Sprawa toczyła się bardzo długo. Kilkukrotnie byłem wzywany na komendę, początkowo na Dworcu Centralnym, następnie w Ursusie Północnym, gdyż policja działa terenowo, na wyznaczonych obszarach. Następnie otrzymałem zdjęcia z monitoringu z pociągu, w celu rozpoznania podróżnej.
Po pewnym czasie miało miejsce powtórne rozpoznanie, aby się upewnić, czy poznam podróżną po dłuższym czasie od zdarzenia. Pierwsze kroki w sprawie, tj. zgłoszenie, składanie zeznań, rozpoznanie podróżnej, trwały około dwóch, może trzech miesięcy. Następnie sprawa została skierowana do prokuratury.
2 maja 2018 r. otrzymałem pierwsze pismo z prokuratury informujące o tym, że Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota przejmuje dochodzenie.
Chciałbym też dodać, że na każdym etapie postępowania sądowego, informowałem władze Sekcji Drużyn Konduktorskich oraz Wydział Bezpieczeństwa KM o rozwoju sytuacji.
Po jakim czasie od zdarzenia odbyła się rozprawa?
Pierwsza rozprawa miała się odbyć się w maju 2021 r., jednak została przesunięta w związku z trwającą pandemią na 12 października, po ponad czterech latach od zdarzenia. Oskarżona nie stawiła się, bez podania przyczyny, za co została ukarana karą porządkową. Na rozprawie byłem obecny wraz z osobą z prokuratury, która przekazała zdanie urzędu w sprawie. Świadek była wcześniej przesłuchiwana i jej zeznania były przeczytane na rozprawie.
Podróżna, oskarżona w sprawie, nie przyznawała się do dokonania zarzuconego czynu. Ponadto twierdziła, że nie było jej tego dnia w pociągu i nie jej dotyczy ta sprawa.
Po rozprawie otrzymałem wyrok prawomocny, w którym oskarżonej został wymierzony wyrok czterech miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie i zapłata 1000 zł tytułem nawiązki. Dodatkowo oskarżona została zobowiązana do dokonania za pośrednictwem Kolei Mazowieckich pisemnych przeprosin pod moim adresem.
Czy ma pan jakieś rady dla innych kierowników w przypadku zaistnienia podobnej sytuacji?
Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, zawiniła podróżna, która myślała, że jej zachowanie pozostanie bezkarne, jednak w tym przypadku wygrała sprawiedliwość. Nie życzę nikomu takich sytuacji, jednak w naszej pracy nie można takich zdarzeń wykluczyć. W przypadku konfrontacji z agresywnym podróżnym na pewno trzeba zachować spokój, co nie jest łatwe. Przepisy wewnętrzne nie mówią o tym, jak kierownik pociągu powinien postępować w takiej sytuacji. Nawet zawarte w przepisach określenie „ujęcie podróżnego” nie jest sprecyzowane, nie określa też, co można zrobić, ani jak to „ujęcie” powinno wyglądać. Z punktu widzenia prawa w takiej sytuacji możemy jedynie zwrócić pasażerowi uwagę i poprosić o to, aby zaprzestał jakiegoś działania. Brakuje procedury, czy przepisów, według których moglibyśmy postępować. Jest to potrzebne, gdyż w przypadku braku określenia czynności, jakich można się podjąć, wielu kierowników rezygnuje z podejmowania jakichkolwiek kroków i nie zgłasza podobnych przypadków, uważając, że jest to tylko problem i obciążenie dla nich samych. Brak procedury skutkuje tym, że kierownik pociągu nie wie dokładnie, jak ma się zachować, co może zrobić, a czego nie oraz jak ma dokładnie zgłosić zdarzenie. Ważne jest, aby przy zgłaszaniu podobnej sprawy mieć dane podróżnego, co jest możliwe choćby przez sprawdzenie karty miejskiej. Po zeskanowaniu karty lub biletu dane zapisują się na urządzeniu. Dodatkowo bardzo pomocny jest monitoring w pociągu.
Czy podczas pana pracy zdarzyło się więcej podobnych sytuacji?
Niestety, tak. Zgłosiłem już podobne zdarzenie na policję. Podróżny jechał pociągiem, prawdopodobnie bez biletu, ale tego nie zdążyłem sprawdzić. Pan twierdził, że ma bilet, po czym zaczął go szukać. Ja w tym czasie odszedłem dalej, by sprawdzić bilety następnym podróżnym, jednocześnie dając mu czas na znalezienie biletu. Dodam jeszcze, że ten pan trzymał nogi na siedzeniu, więc zwróciłem mu uwagę, że tak się nie robi. Poskutkowało to tym, że zaczął ubliżać mi i innym pasażerom. Poinformowałem go, że jeżeli nie przestanie, będę musiał wezwać policję. Wtedy uderzył mnie, na szczęście w rękę, gdyż zdążyłem zasłonić twarz. Ubliżał mi i groził.
Takie wydarzenia mają miejsce często i jedyne, co możemy zrobić, to zwrócić uwagę i poprosić o zaprzestanie takiego działania. Często samo zwrócenie uwagi podróżnemu wywołuje agresję, przede wszystkim słowną.
Dlaczego zdecydował się Pan opowiedzieć tę przykrą historię?
Przede wszystkim dlatego, aby zwrócić uwagę na problem bezpieczeństwa kierowników pociągu oraz podróżnych. Jeżeli poziom bezpieczeństwa się zwiększy, to przełoży się to na zwiększenie liczby podróżujących pociągami oraz poprawę wizerunku całej spółki.
Mówiąc o tym, mam nadzieję, że pomogę moim koleżankom i kolegom z drużyn konduktorskich, że będą wiedzieli, że taką sprawę można wygrać i tego typu nieakceptowalne zachowania będą karane. Mam nadzieję, że powstaną również bardziej sprecyzowane przepisy, procedury, bądź ustawa, która będzie jednoznacznie wskazywała, do czego w podobnych okolicznościach jesteśmy uprawnieni.
Dziękujemy Kolejom Mazowieckim za udostępnienie rozmowy z Kierownikiem Pociągu.

