PKP Intercity i Ministerstwo Infrastruktury bronią zakupu używanych wagonów od Deutsche Bahn. Argumentują, że są one i tak lepsze od używanych polskich pojazdów, które spółka modernizuje.
Sprawa zakupu przez PKP Intercity 50 używanych wagonów z Niemiec stanęła na posiedzeniu sejmowej Komisji Infrastruktury. Posłowie zgłaszali bowiem już wcześniej szereg zastrzeżeń do tej transakcji, jej sensowności. I mieli teraz okazję wysłuchać przedstawicieli spółki i Ministerstwa Infrastruktury, którzy bronili zakupu.
Poseł Mariusz Krystian (PiS) stwierdził, że wokół inwestycji PKP Intercity narosło wiele niejasności. Przypomniał, że narodowy przewoźnik kupił wagony 1 i 2 klasy z 1984 roku, ale konstrukcyjnie są to pojazdy przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Parlamentarzysta wytykał też ministerstwu, że to jego działania przyczyniły się do narastania wątpliwości co do sensu zakupu używanych pojazdów. Z uwagi na ich stan techniczny i obawy, że wagony zawierają azbest, który był stosowany w tamtych latach np. jako element wykończeniowy, który miał znaczenie przeciwpożarowe.
Ministerstwo Infrastruktury odmówiło pokazania specyfikacji technicznej wagonów. Najpierw twierdziło, że nie było ekspertyz, a potem prostowało, że przedstawiciele PKP dokonali oględzin technicznych. Dlaczego Ministerstwo Infrastruktury, aby zdementować te informacje, nie opublikowało szczegółów przeglądów technicznych? – powiedział poseł Mariusz Krystian.
I podkreślał, że mamy do czynienia ze sprzecznymi informacjami na temat stanu tych pojazdów kolejowych. I nie ma pewności czy nie są to wagony, które wciąż zawierają azbest.
Czy polscy pasażerowie nie zasługują na nic lepszego niż niemiecki złom z 1984 roku – pytał Mariusz Krystian.
Ten zakup był potrzebny
Decyzji PKP Intercity bronił w Sejmie Piotr Malepszak, wiceminister infrastruktury. Wytknął opozycji, że przewoźnik musi kupować używany tabor, gdyż w latach 2021-2023 powinny zapaść decyzje o zamówieniu nowych piętrowych pociągów dalekobieżnych, ale tego nie zrobiono. Tymczasem PKP Intercity potrzebuje taboru, aby zaspokoić popyt.

Malepszak wyjaśnił, że średnio spółka przewozi 244 tys. pasażerów na dobę, a jej pociągi oferują 270-280 tys. miejsc. Jednak gdy rośnie liczba pasażerów średnio do 305 tys., zwłaszcza w okresie letnim, to PKP IC musi ich wozić na strojąco. A zdarzają się już i takie weekendy, gdy przewoźnik ma na swoich pokładach 350 tys. pasażerów. Były nawet dni, gdy liczba pasażerów przekroczyła 400 tys. Malepszak zaznaczył, że w tym roku obłożenie pociągów wzrośnie do 265-270 tys. pasażerów na dobę, co wypełni w 100% podaż miejsc i dlatego każdy wagon jest potrzebny.
My potrzebujemy nie 50 wagonów, ale 200, a nawet więcej takich wagonów, aby pasażerów przewieźć na siedząco. Te 50 wagonów oferujących dobowo 10 tys. miejsc dobowo to jest kropla w morzu potrzeb, bo potrzebowaliśmy w sezonie letnim kilkuset wagonów, żeby zaspokoić popyt z którym się mierzymy – podkreślał Piotr Malepszak, wiceminister infrastruktury.
Malepszak zapewniał też posłów, że niemieckie wagony są dobrej jakości. Mówił, że miał okazję jeździć nimi w Niemczech podczas podróży służbowych i dają lepszy komfort niż wagony polskiej produkcji. Które też mają po 40 lat i które modernizuje PKP Intercity kosztem 5 mln zł za sztukę. Przewoźnik ma 883 takie wagony i jeżdżą one na starych wózkach, które nie dają dobrego komfortu przy prędkości 160 km/h.
Wiceminister zwrócił też uwagę, że przewoźnik kupił pojazdy za 13% wartości nowego pojazdu, a będą one jeszcze wykorzystywane przez 15 lat. Zaznaczył jednocześnie, że ani Fabryka Pojazdów Szynowych, ani inny polski producent taboru nie jest w stanie zwiększyć produkcji dla PKP Intercity, gdyż są obłożone zamówieniami na kilka lat do przodu. Malepszak dodał, że nie tylko nasz przewoźnik kupuje używany tabor. Tak robią też inne firmy w Europie.

Nie ma azbestu
Przewoźnik odebrał na razie 18 pojazdów z Niemiec, podlegają one przeglądom i naprawom we Wrocławiu i Opolu. Najstarsze pochodza jeszcze z 1975 roku, ale w latach 1997-2003 przeszły modernizację. Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity, podkreślał, że wagony są bezpieczne dla pasażerów.
Tam nie ma żadnego azbestu, te wagony są bardzo dobrze sprawdzone przez naszych komisarzy – zapewniał Janusz Malinowski.
Stwierdził, że pracownicy PKP Intercity jeździli do Niemiec i oglądali pojazdy przed zakupem. Spółka ma raporty z oględzin, badań stanu technicznego. W te działania zaangażowały się także firmy, które przygotowują wagony do jazdy w Polsce.
Szef przewoźnika był też jak najlepszej opinii o ich jakości.
Te wagony są lepsze od naszych, cichsze, bardziej komfortowe – powiedział Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity.
I na dowód zaprezentował posłom zdjęcia zmodernizowanych wagonów kupionych od DB. Malinowski powiedział też, że nie ujawni posłom szczegółów transakcji. Spółka będzie bowiem dalej stawać do kolejnych przetargów na zakup używanych wagonów i nie chce się odkrywać przed konkurencją.
Używane tak, ale czemu stare?
Poseł Łukasz Kmita (PiS) podkreślił, że parlamentarzyści nie są przeciwni jakimkolwiek zakupom używanego taboru przez polskich przewoźników kolejowych. Zwrócił uwagę, że nikt nie miał za złe POLREGIO, że kupiło niedawno używane pociągi marki LINT, ale są to pojazdy z oststniej dekady poprzedniego wieku i początku obecnego. Czesi także nabywają używany tabor, ale on również pochodzi on z tego okresu, a nie z lat 70-tych czy 80-tych. Kmita mówił, że sama wymiana foteli nie wystarczy, gdyż np. rozwiązania dotyczące toalet pochodzą sprzed 40 i 50 lat. Wygoda nie decyduje także o bezpieczeństwie.
Jeśli dla państwa szczytem jest to, że są wygodne siedzenia, to nie oznacza, że to czego dotyka pasażer zapewnia jego bezpieczeństwa – powiedział poseł Łukasz Kmita.

