Strona główna » Wiadomości » Ruszył proces kierowcy karetki, który wjechał pod pociąg w Puszczykowie. Zginęły dwie osoby

Ruszył proces kierowcy karetki, który wjechał pod pociąg w Puszczykowie. Zginęły dwie osoby

Adrian Izydorek
Fot. TT/ Polska Times

W Poznaniu rozpoczął się proces kierowcy karetki pogotowia, który wjechał na przejazd kolejowy pomimo zamykających się rogatek. W wyniku wypadku zginęło dwóch lekarzy.

W piątek (2.10.2020 r.),w Poznaniu rozpoczął się proces ws. wypadku karetki pogotowia na przejeździe kolejowym w Puszczykowie. Przypomnijmy, że do zderzenia doszło 3 kwietnia 2019 roku, wtedy to kierowca karetki wjechał na przejazd pomimo zamykających się rogatek. W momencie znalezienia się pomiędzy szlabanami, kierowca zaczął manewrować, starając się zbliżyć jak najbliżej zapory. Mimo starań, pojazd był zbyt blisko torów, przez co został zahaczony przez nadjeżdżający pociąg TLK „Artus”. W wyniku zderzenia zginęły dwie osoby: 32-letni lekarz i 42-letni ratownik medyczny. Obaj zostali pośmiertnie odznaczeni Złotym Krzyżem Zasługi przez Prezydenta RP, Andrzeja Dudę.

Prokuratura oskarżyła kierowcę karetki, Sebastiana Stachowiaka (zgodził się na publikację pełnych danych – PAP), o nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której śmierć poniosły dwie osoby. Czyn ten zagrożony jest karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Warto zaznaczyć, że można było uniknąć tej tragedii, poprzez wyłamanie którejś z rogatek, które są tak skonstruowane, aby nawet przy najmniejszym nacisku dały się wyłamać. PKP PLK stale, od lat prowadzą kampanię Bezpieczny Przejazd – ,,Szlaban na ryzyko!”, w której to właśnie przedstawiają jak zachować się w takich sytuacjach. Natomiast, oskarżony tłumaczył się w sądzie, że w Polsce nie ma systemu szkolenia kierowców karetek.

Nie ma też żadnego przekazu, że te rogatki kolejowe się łamią; dowiedziałem się o tym jakieś pół roku po wypadku – powiedział oskarżony.

Dodatkowo, Sebastian Stachowiak na sali sądowej oznajmij, że takie przejazdy nie były czymś wyjątkowym.

To była normalna procedura przejazdu przez takie zamknięte z jednej strony rogatki. Zawsze dróżnicy, jak jedziemy na sygnałach, otwierają te pod prąd i tak było tym razem. Samego momentu wypadku nie pamiętam. Pamiętam tylko jakieś szczątkowe fragmenty – przekonywał kierowca karetki.

Niestety przejazd w Puszczykowie był obsługiwany automatycznie. Dróżnicy nie pracowali w momencie wypadku.

 

 

 

 

Podobne artykuły