Wiadomości Wywiady

„Projektowanie sprawia nam radość” – wywiad z prezesem firmy EC Engineering

„Projektowanie sprawia nam radość” – wywiad z prezesem firmy EC Engineering System ładowania autobusów opracowany przez EC Engineering Fot. EC Engineering

Od założenia spółki w 2005 roku EC Engineering stała się jednym z najbardziej topowych przedsiębiorstw zajmujących się m.in. projektowaniem i badaniami symulacyjnymi podzespołów transportowych w Polsce oraz na świecie. Jak doszli do takiego sukcesu? Czym są w stanie jeszcze zaskoczyć? Co zmienili przez tyle lat funkcjonowania na rynku kolejowym?

O tym w rozmowie opowie Ireneusz Łuczak, prezes zarządu EC Engineering.

 

 


EC Engineering należy do czołówki kolejowych biur projektowych na świecie. Czy planujecie w nadchodzącym roku poszerzyć obszar działania, a tym samym wejść na nowy rynek?

IŁ : Obecnie realizujemy głównie prace dla klientów w Europie i Azji. To rynki o największym potencjale i zdecydowanie na nich będziemy się koncentrować. Oczywiście podążamy za naszymi klientami, stąd nasza obecność np. w Indiach, ale to rynek musi nam dać jasny sygnał, że jesteśmy gdzieś potrzebni.

Oferta waszej firmy jest szeroka, macie kilka sztandarowych produktów, wśród nich pantografy tramwajowe i kolejowe. Czy w planach macie wejście na rynek z czymś zupełnie nowym?

IŁ: Naszą najistotniejszą działalnością pozostaje projektowanie. Ale faktycznie portfolio produktów stale się poszerza, a w przyszłym roku minie 10 lat od powstania pomysłu zajęcia się produkcją. Pierwszym naszym produktem był pantograf kolejowy 160EC, który odniósł spory sukces na polskim rynku. Bez powodzenia tego produktu niewątpliwie nie byłoby nowego zakładu w Podłężu pod Krakowem, którego budowę zakończyliśmy w maju zeszłego roku. Stał się też początkiem całej linii produktowej systemów odbioru prądu i to nie tylko dla pociągów, ale również lokomotyw (pantograf 200EC), tramwajów (pantograf 120EC) czy Ride&Charge dla autobusów elektrycznych. Naturalnym dopełnieniem jest pantograf trolejbusowy, którego rozwój i testy właśnie zakończyliśmy, a teraz czas na najtrudniejszy etap, czyli wejście na rynek. Cieszę się, że wprowadziliśmy także na rynek toalety próżniowe. Obecnie skupiamy się na opracowaniu nowatorskich systemów wejść do pojazdów,
w tym również do nowej generacji TGV. Każdy z tych produktów jest istotny i otwiera nowe obszary działalności.

W takim razie, jak ocenia Pan możliwości branży? Czy rok 2020 będzie rokiem rozwoju i nowych zleceń, czy wręcz przeciwnie: zastoju i kryzysu?

IŁ: Liczę na to, że będziemy się rozwijać. Rok 2019 to był dobry rok ze wzrostem sprzedaży
i rentowności spółki. Bardzo cieszymy się z dużego zlecenia od Hyundai Rotem na projekt tramwaju dla Warszawy. To zadanie, które w znacznej mierze pochłonie nas w przyszłym roku. Świetnie rozwija się współpraca z największymi producentami jak Alstom i Bombardier. Przełomowe było rozpoczęcie dostaw pantografów dla Stadlera. Wszystkie te uruchomione kontrakty zaowocują wzrostami
w przyszłym roku. Chcielibyśmy również rozwijać dalej nasz udział rynkowy w Indiach. To zdecydowanie czas naszej ekspansji rynkowej wśród najlepszych w branży i rok 2020 będzie naturalną kontynuacją. Portfel zamówień na większość przyszłego roku mamy pełny.

W jakim kierunku według Pana kształtują się technologie w przemyśle kolejowym?

IŁ: Powstają nowe pomysły jak np. Hyperloop w USA i jego klony na świecie. Musimy jednak pamiętać, że to nie technika najczęściej jest ograniczeniem, a ekonomia. Pierwszy lot naddźwiękowego samolotu pasażerskiego odbył się 50 lat temu, a nie dość, że nie podróżujemy wszyscy w ten sposób, to Concorde całkowicie zniknął z rynku. Od dłuższego czasu to nie technika
i technologia decyduje o pozycji rynkowej – co mogliśmy zaobserwować w ostatnim roku również na polskim rynku. Globalizacja wymusza coraz większą konkurencję i praca nad poprawą organizacji firmy i automatyzacją procesów będzie wyzwaniem kolejnych lat. Powszechna informatyzacja
i automatyzacja procesów biznesowych przy wzroście mocy obliczeniowych wymuszać będzie ogromne zmiany, do których musimy się adaptować i wykorzystać je jako szanse.

Firma ECE jest na rynku od 2005 roku – to już 14 lat. W tym czasie staliście się jednym z największych dostawców usług projektowych na świecie, dostaliście tytuł centrum  badawczo-rozwojowego. Jak zatem zmieniliście się przez lata?

IŁ: Genezy firmy należy upatrywać jeszcze w czasach, kiedy funkcjonowaliśmy pod szyldem Energocontrol jako dział projektowania i symulacji. Był to rok 1998. Wtedy zaczynaliśmy od współpracy z Alstomem Konstal i projektem autobusu szynowego 213M dla ZNTK Poznań.

Najpierw był to – jakbyśmy to dziś powiedzieli – start-up trójki studentów rozwijany pod kierunkiem prof. Tadeusza Uhla z Akademii Górniczo Hutniczej. Już po 2 latach staliśmy się małą firmą z 15 pracownikami. Rok 2008 to już ponad 70 zatrudnionych osób – uświadomiliśmy sobie wtedy, że bez poprawy zarządzania projektami nie będziemy się w stanie dalej rozwijać i tak powstała organizacja oparta na menadżerach projektów. Kolejnym przełomem była decyzja o wdrożeniu do produkcji pantografu 160EC. Potraktowaliśmy to jak doświadczenie biznesowe. Kluczowe było wsparcie jakiego udzielił nam Newag pozwalając na montaż urządzenia do produkowanych przez siebie EZT. Na bazie tego sukcesu już ósmy rok z rzędu, co 12 miesięcy dodajemy do naszej oferty kolejny wyrób. Dopełnieniem inicjatywy produkcyjnej był zakup Zakładu Narzędziowego PZL Mielec, którego strategicznym celem było wzmocnienie naszej obecności w branży lotniczej.

Dzisiaj zatrudniamy blisko 250 osób. Projekty realizujemy właściwie na całym świecie, a produkcja podąża w ślad za tym, mocno akcentując swoją obecność w takich krajach jak Niemcy, Francja, Austria, Czechy, Rumunia, a także Turcja, Korea Południowa czy Indie. Patrząc na początki firmy mogę więc powiedzieć, że wiele się zmieniło.  Ale jedno jest niezmienne – projektowanie pojazdów wciąż sprawia nam radość.

Ireneusz Łuczak, Prezes EC Engineering. Fot. LinkedIn