Działacze kolejarskiej „Solidarności” byli od początku na celowniku komunistycznych służb specjalnych i dlatego trafili niemal w pierwszej kolejności na listy internowanych. Kolejarze byli poddani nie tylko represjom, ale i totalnej kontroli komunistycznej władzy a mimo to odegrali ważną rolę w budowaniu społecznego oporu.
W momencie wprowadzenia stanu wojennego, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., internowano prawie 3,2 tys. osób, a do końca grudnia takie represje objęły prawie 10 tys. działaczy „Solidarności” – ale nie tylko. W tej grupie byli także pracownicy PJKP, nie tylko szefowie kolejarskiej „Solidarności” na szczeblu krajowym, ale również działacze terenowi. Wielu z nich aresztowano na stanowiskach pracy. Nie od razu udało się ująć wszystkich wpisanych na listy internowanych, niektórym działaczom udało się ukryć – czasami dlatego, że esbecy i milicjanci wykazywali się nieporadnością, wręcz się ośmieszali.
Przykładem może być próba zatrzymania Zbigniewa Smykowskiego, członka kolejarskiej „Solidarności” w Toruniu. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i milicji wywarzyli drzwi, przetrząsnęli dom, ale Smykowskiego nie znaleźli, choć ten cały czas był w mieszkaniu, ukryty za zasłoną (!). Gdy ekipa opuściła dom, Smykowski uciekł do znajomych i ukrywał się w różnych mieszkaniach na terenie Torunia jeszcze przez rok.
W tym miejscu trzeba przypomnieć historię Władysława Frasyniuka, szefa dolnośląskiego regionu NSZZ „Solidarność. Frasyniuk uniknął aresztowania po posiedzeniu Komisji Krajowej „S” w Gdańsku, bo postanowił wracać od razu do domu, jeszcze 12 grudnia. Gdy pociąg zbliżał się do Wrocławia, kolejarze zatrzymali skład, Frasyniuk mógł wysiąść z pociągu i uciec przed esbekami, którzy czekali na niego na wrocławskim dworcu.
Militaryzacja PKP i opór kolejarzy
Jednocześnie komuniści ogłosili militaryzację PKP, która zatrudniała prawie 400 tys. osób, co oznaczało, że nad kolejami kontrolę przejęło wojsko. Ograniczano łączność kolejową, co zagrażało bezpieczeństwu ruchu pociągów, odwoływano pociągi dalekobieżne (to można potraktować jako pokłosie zakazu opuszczania przez mieszkańców terenu swoich województw) – wszystko po to, aby również utrudnić komunikowanie się Polakom, którzy mogliby myśleć o oporze wobec władz.
Kolejarze byli bardzo widoczni podczas „karnawału Solidarności”, należeli też do najbardziej aktywnych ludzi antykomunistycznego podziemia. Mimo ogromnego ryzyka wynikającego z militaryzacji PKP. W tych warunkach za podjęcie jakichkolwiek działań, które władze zakwalifikowałyby jako złamanie prawa stanu wojennego, kolejarzom groził sąd i bardzo surowy wyrok. Mimo to pracownicy PKP różnego szczebla i różnych zawodów włączyli się w podziemną działalność. Oni mogli poruszać się po kraju z większą swobodą niż zwykli mieszkańcy i dzięki temu utrzymywana była łączność między poszczególnymi komórkami „Solidarności”. Kolejarze wozili bowiem korespondencję związkową, przemycali literaturę drugoobiegową, ulotki, plakaty, czy „przymykali oko” na malowanie antykomunistycznych haseł na wagonach. Gdy natomiast zaczęły powstawać podziemne struktury „Solidarności” kolejarze stali się ich mocnym ogniwem.

