Strona główna » Historia Polskiej Kolei » Hołd ofiarom katastrofy w Ursusie

Hołd ofiarom katastrofy w Ursusie

Krzysztof Losz
Fot. Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce

Delegacja Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce złożyła dzisiaj kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy kolejowej w Ursusie z 1990 roku.

 

Hołd ofiarom katastrofy w Ursusie. Dzisiaj minęła dokładnie 35 rocznica tamtych wydarzeń. W katastrofie zginęło 16 osób, a 64 zostały ranne. Maszyniści złożyli kwiaty przed pomnikiem poświęconym ofiarom tej tragedii. Pomnik stanął w Ursusie rok temu z inicjatywy kolejarskich związków  przy wsparciu Polskich Kolei Państwowych S.A. i Fundacji Grupy PKP oraz PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. Na tablicy znajdują się nazwiska osób, które zginęły 20 sierpnia 1990 roku.

Maszyniści podkreślają, że oddanie hołdu ofiarom katastrofy to także przypomnienie, jak wielka odpowiedzialność towarzyszy ich pracy. Prowadząc pociągi, odpowiadają oni bowiem życie pasażerów, współpracowników i swoje.

Wadliwy semafor

Tragiczny wypadek w Ursusie miał miejsce 20 sierpnia 1990 roku o godzinie 6:20, gdy międzynarodowy pociąg relacji Praga – Warszawa najechał na skład osobowy relacji Szklarska Poręba – Warszawa. Warunki jazdy ograniczała wtedy gęsta mgła i maszynista pociągu z Pragi za późno zauważył drugi skład, aby skutecznie zahamować.

Komisja kolejowa i prokuratura uznały, że winę za katastrofę ponosi maszynista pociągu z Pragi Tadeusz Mościcki. Stanął on przed sądem, a jego wina miała polegać na tym, że nie zauważył na semaforze znaku „Stój”. Maszynista twierdził jednak, że żaden semafor takiego znaku nie pokazywał, a wszystkie pozwalały mu na jazdę z najwyższą dozwoloną prędkością. Czyli musiało dojść do awarii tego urządzenia.

Jego słowa potwierdzali inni maszyniści, którzy na tej trasie spotykali się z podobnymi sytuacjami. Mówili oni w sądzie, że nie były rzadkością awarie samoczynnej blokady liniowej i tak zapewne było i tym razem.

Potwierdzeniem słów maszynistów był incydent, który wydarzył między Pruszkowem a Grodziskiem Mazowieckim w kwietniu 1992 roku. Wówczas semafor zezwalał maszyniście jednego z pociągów na jazdę z najwyższą dozwoloną prędkością. Tymczasem niedaleko za semaforem, na tym samym torze, stał inny pociąg. Na szczęście widoczność była wtedy bardzo dobra – w przeciwieństwie do 20 sierpnia 1990 roku – i maszynista w porę zatrzymał pociąg. I uniknął najechania na poprzedzający skład. W tej sytuacji sąd uniewinnił maszynistę Tadeusza Mościckiego, zresztą nie tylko na wniosek obrony, ale także prokuratora. Uznał on bowiem, że incydent z kwietnia 1992 roku potwierdza hipotezę zdarzeń, jaką przedstawił maszynista.

Podobne artykuły