Konsultowany właśnie „Rządowy Program wsparcia zadań zarządców infrastruktury kolejowej, w tym w zakresie utrzymania i remontów, do 2028 roku” to regulacja, która będzie przez kolejnych pięć lat decydowała o warunkach i kosztach prowadzenia ruchu kolejowego w Polsce. Ze szczegółowej analizy projektu wynika, że odcinki w dobrym stanie technicznym poprawią swoje parametry, natomiast linie obsługujące mniejsze ośrodki będą się stopniowo degradować.
Jak napisała w swoim stanowisku Fundacja z załączonych do programu map i tabel wynika, że przez kolejne pięć lat postępować będzie w Polsce polaryzacja stanu infrastruktury kolejowej. Odcinki w dobrym stanie będą intensywnie modernizowane i poprawią swoje parametry. Natomiast linie obsługujące mniejsze ośrodki będą ulegały degradacji. I w rezultacie co najmniej kilka procent sieci kolejowej „nie będzie spełniało standardów”.
Przekazany do konsultacji projekt praktycznie nie przewiduje podwyższenia kategorii wielu istotnych odcinków sieci kolejowej. Wręcz przeciwnie, setki kilometrów torów, zakwalifikowanych do kategorii „C” lub „D” będzie eksploatowane bez gwarancji utrzymania wyjściowego standardu – zauważa dr Jakub Majewski, Prezes Fundacji ProKolej.
Jak wskazuje organizacja udział linii kolejowych ze skrajnie niskimi prędkościami (poniżej 20 km/h) ma pozostać na niezmienionym poziomie, obejmując 11 procent sieci. Nie należy spodziewać się poprawy sytuacji również w kolejnych przedziałach obejmujących prędkości poniżej 30, 40, czy 50 km/h. W rezultacie program utrzymaniowy usankcjonuje zjawisko wykluczenia komunikacyjnego.
Nie da się „wzmocnić roli transportu kolejowego w systemie transportowym kraju” czy „odwrócić tendencji spadkowej jego udziału w przewozach” proponując „stopniowe obniżanie standardu” wybranych odcinków sieci – ostrzega Jakub Majewski.
W stanowisku przekazanym do Ministra Infrastruktury Fundacja zwraca również uwagę na kwestię punktualności. Zgodnie z zapisami dokumentu ma ona bowiem w kolejnych latach… spadać. Choć brzmi to paradoksalnie, to za pięć lat pociągi miałyby docierać do celu o czasie rzadziej niż obecnie. W przypadku ruchu pasażerskiego różnica ma być niewielka, ale sytuacja w transporcie towarowym może pod tym względem pogorszyć się o ponad 5 punktów procentowych.

