Co jakiś czas, pojawiają się nikłe echa ukraińskiej propozycji budowy linii kolejowej o szerokości 1520 mm, prowadzącej z Ukrainy do Gdańska. Nie stały się one impulsem do jakiejś formy oficjalnego poinformowania opinii publicznej w Polsce czy strona rządowa zajmuje się tą kwestią. Nie wiadomo czy ta propozycja, do której często powraca strona ukraińska, jest przez polskich decydentów w jakiś sposób analizowana i rozważana – czy temat jest zamknięty.
Argumenty ekonomiczne przedstawione przez stronę ukraińską podkreślają potencjalne korzyści, takie jak zwiększenie przepływu towarów i zysków z tranzytu, szczególnie zboża, co mogłoby umocnić rolę Polski jako ważnego gracza logistycznego w regionie.
Nie ma sensu inwestować w wagony, które jeździłyby po europejskich torach. Jedynym sposobem rozwiązania tego problemu jest budowa szerokich torów kolejowych od granicy z Ukrainą do Gdańska i Kłajpedy na Litwie. Dzięki temu Polska będzie mogła zarabiać na tranzycie i wysyłać ukraińskie zboże w świat przez Gdańsk – przekonywał Mykoła Solski, Minister Polityki Agrarnej i Żywności Ukrainy
Notabene, niedawno dowiedzieliśmy się, że minister jest podejrzany o nielegalne pozyskanie należących do państwa gruntów wartych 7 mln dolarów, a Sąd wydał decyzję o aresztowaniu Solskiego. Po wpłaceniu kaucji, wyszedł z aresztu i jak podawały media, wrócił do obowiązków ministerialnych…
Z drugiej strony, polscy eksperci podchodzą do tego tematu z dużą rezerwą. Analizy finansowe sugerują, że koszty inwestycji mogą przewyższyć przewidywane korzyści. Do głównych zastrzeżeń należy ryzyko długoterminowe związane z utrzymaniem i adaptacją infrastruktury, a także możliwe komplikacje w integracji z istniejącą siecią kolejową o europejskim standardzie szerokości torów.
Kwestie obronne również odgrywają istotną rolę w tej dyskusji. Budowa torów o standardach wschodnich w pobliżu granic NATO może wprowadzić element ryzyka strategicznego, który wymagałby dodatkowych środków bezpieczeństwa i możliwej współpracy międzynarodowej na niepewnych warunkach politycznych.
Dodatkowo, problemem jest brak odpowiednich terenów pod tak ambitną inwestycję oraz obawy o wpływ na lokalne środowisko i społeczności. Eksperci zauważają, że wymagałoby to również głębokich zmian w polskim prawie dotyczącym transportu i infrastruktury kolejowej.
Być może nie jest to temat szerzej znany, dlatego warto zaznaczyć, że w Polsce funkcjonują cały czas linie kolejowe o szerokim torze, zwanym też rosyjskim, z prześwitem 1520 mm. Najdłuższą z nich jest Linia Hutnicza Szerokotorowa, która swego czasu nosiła nazwę Linii Hutniczo-Siarkowej. Ta linia, sięgająca 394,65 km długości, została wybudowana głównie dla obsługi Huty Katowice, umożliwiając bezpośredni import rudy żelaza oraz eksport siarki, bez konieczności przeładunku czy zmiany wózków. Prowadzi ona od granicy ukraińsko-polskiej w okolicach Gródka do Sławkowa, w sercu Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego.
Oprócz tej głównej linii, w Polsce znajdują się również krótsze odcinki szerokotorowe przy wschodniej i północnej granicy. Wśród nich wymienić można linię z Żurawicy do Hurko, z Przemyśla do Mościsk na Ukrainie, oraz inne, prowadzące między innymi do Mamonowa czy Białoruskiej stacji Briuzgi. Te linie pełnią kluczową rolę w transgranicznym ruchu kolejowym, łącząc Polskę z sąsiednimi krajami.
Chociaż temat propozycji ukraińskiej, by do istniejących linii szerokotorowych, dołączyć tą prowadzącą do Gdańska od czasu do czasu powraca, to nie wiadomo, czy jest on rozważany w kręgach decyzyjnych w Polsce. Informacje serwowane opinii publicznej są skąpe, a przecież decyzje mogą mieć długofalowe konsekwencje dla kraju.
Jak się wydaje, pomimo potencjalnych korzyści ekonomicznych, projekt budowy kolei szerokotorowej w Polsce jest obarczony zbyt wieloma ryzykami i wyzwaniami. Ewentualne zyski mogłyby nie zrównoważyć „strat”, rozumianych nie tylko w wymiarze finansowym, ale również w wymiarze obronnym i społecznym.

