Premier Donald Tusk poinformował podczas wystąpienia w Sejmie, że dwa akty dywersji na linii kolejowej nr 7 odpowiadają dwaj obywatele Ukrainy. Działali oni na zlecenie Rosji. Zamachowców nie ma już w Polsce.
Szef rządu przedstawił w Sejmie informację na temat podłożenia ładunku wybuchowego przy torze w pobliżu stacji Mika koło Życzyna. Oraz w sprawie zamontowaniu na torze pod Puławami obejmy stalowej. W obu miejscach sprawcy chcieli doprowadzić do wykolejenie pociągów. Były to więc klasyczne działania terrorystyczne.
Najważniejsza być może informacja, to intensywna praca służb i policji oraz prokuratury pozwoliła ustalić osoby odpowiedzialne za akt dywersji . Ustalone osoby, to dwóch obywateli Ukrainy, działających i współpracujących od dłuższego czasu z rosyjskimi służbami – powiedział premier Donald Tusk.
Szef rządu dodał też, że w tych działaniach pomogły nam służby państw sojuszniczych. Jednocześnie Donald Tusk zastrzegł, że na prośbę prokuratury rząd nie poda danych personalnych i wizerunków podejrzanych. Natomiast wiadomo, że obu nie ma już w Polsce.
Jeden z podejrzanych ma dość bogatą kartotekę. Ukraiński sąd skazał go już za akty dywersji na terenie Ukrainy, których dokonał we współpracy z Rosją. Drugim podejrzanym jest mieszkaniec Donbasu. Obaj dostali się do Polski jesienią tego z terytorium Białorusi. I tuż po przeprowadzeniu zamachu wrócili na Białoruś. Premier tłumaczył, że było to jeszcze przed tym, jak zostali zidentyfikowani przez służby, więc nikt ich nie zatrzymał na przejściu granicznym w Terespolu.
Było to C-4
Premier poinformował o podstawowych ustaleniach śledczych. Obejrzeli oni nagrania z monitoringu i stwierdzili, że do eksplozji ładunku wybuchowego koło stacji Mika doszło w chwili przejazdu pociągu towarowego relacji Warszawa–Puławy. Był to wojskowy materiał wybuchowy C-4, który sprawcy połączyli 300-metrowym kablem z urządzeniem inicjującym.
Natomiast w pobliżu Puław sprawcy zamontowali na torze stalową obejmę, która miała prawdopodobnie doprowadzić do wykolejenia pociągu. Zamontowali także telefon z powerbankiem, który miał zarejestrować zdarzenie.

