Polityka

Kolej w Mysłowicach zamarła pod rządami swojej mieszkanki – Elżbiety Bieńkowskiej

Kolej w Mysłowicach zamarła pod rządami swojej mieszkanki – Elżbiety Bieńkowskiej

Wizytówką każdego miasta jest jego dworzec. Dworzec PKP w Mysłowicach (rodzinnego miasta “superminister” Bieńkowskiej) – zamknięty jest na 4 spusty i powoli przechodzi w ruinę. Przechodniów zaś wita napisem “Witajcie w piekle”. Zarządca dworca i peronów (PKP SA i PKP PLK) go nie usuwa, gdyż zapewne puszka farby w firmach zatrudniających w sumie ok. 41 tys. ludzi jest wg ich zarządców (pensje po nawet 60 tys. zł) zbyt droga.

Jeszcze w 2011 r. na trasie przez Mysłowice pociągi finansowane przez resort infrastruktury (pospieszne) kursowały co 1-2 godziny, teraz nawet 3 razy rzadziej. Kiedyś pociągi kursowały równo co 60-120 minut, teraz jadą dużo dłużej, dużo wolniej i w zupełnie przypadkowych porach. Od grudnia 2014 r. w rozkładzie jazdy, za który odpowiada organizator przewozów, którym jest ministerstwo Bieńkowskiej, przez Mysłowice pojadą w dobie tylko 2 pary pociągów dalekobieżnych! Jest to najmniej od XIX wieku. Kolej w Mysłowicach dobiegła swojego kresu pod rządami jej mieszkanki.  

Na stacji Mysłowice dokonano ostatnio torowych prac remontowych, za kwotę setek tysięcy złotych, a może i ponad miliona. Wymieniono wybrane odcinki torów.  Jednak jak pociągi jechały 30 km/h po zniszczonych torach, tak dalej jadą tak samo wolno po wymienionych. Dlaczego? PKP PLK nie podniosło prędkości.

Mysłowice są typowym postgórniczym  miastem, które po ograniczeniu wydobycia węgla podupadło. Ale niestety najbardziej przerażającą wizytówką tego miasta nie są sypiące się familoki, czy tereny kopalniane, ale właśnie kolejowe. Jeśli szukamy w Polsce upadku jak w Detroit, to znajdziemy go w Mysłowicach na terenach podlegających grupie PKP (PKP PLK, PKP SA, PKP Intercity), które podlegają nadzorowi ze strony MIiR kierowanemu od listopada 2013 r. przez wicepremier Elżbietę Bieńkowską.  Tu czas cofnął się chyba do lat 50-tych.

Czas jazdy 68-km odcinka Mysłowice – Kraków, na linii która miała być do 2013 r. zmodernizowana na 160 km/h, wynosi obecnie 2 godziny, ok. godziny dłużej niż w momencie wstąpienia Polski do UE. W międzyczasie kilka razy zmieniano (ograniczano) zakres tych prac.  Praktycznie żadne prace torowe mimo wyboru wykonawców się nie toczą. Oficjalnie powodem tego jest ogłoszenie upadłości jednego z liderów 3 wybranych konsorcjów (który mimo tego realizuje prace na kilku odcinkach w innych częściach kraju, poza tym prócz lidera konsorcjum są w nim jeszcze inne firmy wykonawcze). Ale prace modernizacyjne nie toczą się także na dwóch pozostałych odcinkach, gdyż inwestycja nie jest gotowa ze strony zarządcy torów – brak decyzji formalno-prawnych. Nikt z PKP PLK podlegającego pani wicepremier nie poniósł z tego tytułu konsekwencji.

A ponieważ dofinansowanie do tego odcinka wynosi ok. 1 mld zł, kwoty te unijnego dofinansowania przepadną z powodu rażącej niedbałości i niegospodarności podlegającego pani superminister zarządcy torów PKP PLK. Termin rozliczenia projektu mija z końcem 2015 r., a prace się nawet nie zaczęły. Opóźnienia nie do odrobienia są także na odc. Kraków – Rzeszów, a z modernizacji odcinka Gliwice – Katowice zrezygnowano (prace remontowe prowadzone są ze środków krajowych).

W Polsce (w przeciwieństwie do innych krajów UE) obowiązuje wśród elit władzy absolutny prymat rozwoju dróg nad innymi środkami transportu. Ze wszystkimi tego negatywnymi dla gospodarki konsekwencjami, o czym innym razem. Ale niezależnie od tego kolejni ministrowie starali się też przysłużyć swojemu regionowi w inwestycjach kolejowych.

Minister Bieńkowska nie zrobiła natomiast dosłownie nic – ani dla Mysłowic, ani dla Śląska.