Ekonomia i rynek

Feroco, Projekt-Bud, Mostostal, PNI – kto stracił na kontraktach z PKP PLK?

Feroco, Projekt-Bud, Mostostal, PNI – kto stracił na kontraktach z PKP PLK? Fot. PKP PLK

Jeśli inwestor nie poda nam ręki, pójdziemy na dno – twierdzi Marek Wyszyński, prezes Projekt-Budu. Jak podaje Dziennik.pl, ta spółka wykonawcza obarcza PKP Polskie Linie Kolejowe winą za utratę płynności finansowej i ogłoszenie upadłości. W ostatnich dniach firma powiadomiła o praktykach zleceniodawcy prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, a wcześniej zaapelowała o interwencję do minister infrastruktury Marii Wasiak.

Projekt-Bud prowadził dla PKP PLK w systemie „projektuj i buduj” modernizację odcinka torów: Chociw Łaski – Kozuby – Zduńska Wola. To fragment linii kolejowej nr 131, która prowadzi ze Śląska w kierunku trójmiejskich portów. Umowa była warta ponad 60 mln zł. Termin końcowy był wyznaczony na koniec listopada 2014 r. Ale miesiąc przed jego upływem umowa została przez PLK zerwana. – Nie otrzymaliśmy od inwestora ponad 5 mln złotych za faktury złożone we wrześniu 2014 r. Wraz z odstąpieniem od umowy naliczył nam kary w wysokości prawie 21 mln zł. Do dzisiaj nie zostały zafakturowane roboty za październik 2014 r., to znów ponad 14 mln zł – wylicza Marek Wyszyński z Projekt-Budu.

– Wypowiedzenie nastąpiło po wielu próbach nakłonienia wykonawcy do terminowej i zgodnej z umową realizacji zadania. Wykonawca m.in. nie wprowadził na budowę wymaganego sprzętu, niezgodnie z umową zdemontował tor, nie zakupił i nie przywiózł na budowę materiałów – twierdzi Mirosław Siemieniec, rzecznik PLK.

Projekt-Bud był już wtedy bardzo osłabiony. Bo nie doczekał się płatności od firm, które ogłosiły upadłość (np. PNI na kontrakcie dla PKP PLK Warszawa – Skierniewice), albo z rynku polskiego się wycofały (jak irlandzki SRB pracujący dla GDDKiA na autostradzie A1 Kowal – Sójki). Zerwany kontrakt na linii 131 był pocałunkiem śmierci.

Projekt-Bud ma wobec PLK litanię zarzutów. Materiały przetargowe miały być przygotowane nieprofesjonalnie (podczas projektowania okazało się, że remontując most, trzeba było wymienić całą jego konstrukcję). Jak usłyszeliśmy, uzgadnianie dokumentacji trwało po kilka tygodni – zamiast wymaganych siedmiu dni. Inwestor nie dostarczył też w terminie projektu powykonawczego jednego odcinka toru, który zresztą do dziś jest w związku z tym zamknięty. Wykonawca twierdzi, że wykonane roboty nie były odbierane, mimo zgłoszeń kierownika budowy, przez co nie mógł wystawiać faktur itd.

Inwestor odpowiada, że wykonawca przed i po podpisaniu umowy nie zgłaszał uwag do dokumentacji i deklarował terminowe wykonanie robót. Miał też nie wywiązywać się z płatności wobec dostawców, usługodawców i podwykonawców.

Pomimo zapewnień i deklaracji o wprowadzeniu maszyn prowadził roboty torowe systemem ręcznym, przy użyciu kilku robotników, trzech koparek i dwóch samochodów – wylicza Mirosław Siemieniec z PKP PLK.

Żeby przeciąć węzeł gordyjski, wykonawca zwrócił się do Ministerstwa Infrastruktury. – Apelujemy o wpłynięcie na zarząd PKP PLK, żeby cofnął odstąpienie od umowy i zawarł ugodę w celu zakończenia kontraktu. Zwracamy się o pomoc w odzyskaniu należnych pieniędzy, żebyśmy uregulowali płatności wobec podwykonawców – mówi Marek Wyszyński z Projekt-Budu.

Zarządca torów nie jest jednak skłonny do kompromisu. – Nie ma możliwości przywrócenia umowy, od której odstąpiono. Zwłaszcza że ten ruch był uzasadniony interesem zamawiającego – ucina Mirosław Siemieniec.

Wśród firm powtarzana jest opinia, że PLK traktują wykonawców jak dostarczycieli kar umownych. Skarżą się, że inwestor zwleka z podejmowaniem decyzji albo w rażący sposób przekracza terminy. Obecnie na większości spośród ok. 150 trwających kontraktów wystąpiły roszczenia finansowe ze strony wykonawców. PLK twierdzi, że nie ma w tym niczego niepokojącego…

źródło:dziennik.pl