Strona główna » Wiadomości » Przewoźnicy kolejowi ofiarami oszustów celnych…i przepisów

Przewoźnicy kolejowi ofiarami oszustów celnych…i przepisów

Redakcja
Fot. NaKolei.pl

Przewoźnicy kolejowi mają płacić za cudze oszustwa przy imporcie towarów, głownie z Chin. Branża alarmuje w sprawie długu celnego, którym są obciążane przedsiębiorstwa kolejowe.

 

Firmy transportowe działające na wschodniej granicy Unii Europejskiej stanęły przed widmem spłacania cudzych zobowiązań. Mimo, że nie importują towarów i nie czerpią zysków z ich sprzedaży znalazły się na celowniku Administracji Celno-Skarbowej, która ściga je za niezapłacony dług celny. Fundacja ProKolej apeluje do szefa Krajowej Administracji Skarbowej o pilną interwencję.

Nowy Jedwabny Szlak i obsługa przewozów ze Wschodu miały być kołem zamachowym dla polskiej gospodarki i logistyki. Dziś dla wielu firm stają się źródłem poważnego zagrożenia finansowego. Dlaczego? Otóż, przedsiębiorstwa kolejowe, które pełnią wyłącznie techniczną funkcję w łańcuchu dostaw, są obciążane odpowiedzialnością za nieprawidłowości, których nie mogły ani wykryć, ani tym bardziej im zapobiec.

Przerzucanie odpowiedzialności

Problem ma swoje źródło w nieprawidłowościach przy imporcie towarów, głównie z Chin. Po kontroli instytucji unijnych stwierdzono przypadki przesyłek, przy których dokumenty przewozowe nie odpowiadały rzeczywistej zawartości kontenerów lub ich wartości. Wybrane towary pozostawały w Polsce, zamiast trafiać do innych krajów UE, a należne cła i podatki nie trafiały do budżetu.

Za organizację tego procederu odpowiadały najczęściej podmioty zagraniczne – działający w sposób skoordynowany importerzy, agenci i odbiorcy ładunków. Pomimo tego roszczenia z tytułu nierozliczonego długu celnego kierowano do firm działających w Polsce, mimo że brały udział jedynie w przewozie lub obsłudze logistycznej.

Przedsiębiorcy z sektora transportu są zmuszani do płacenia za cudze błędy i nadużycia. W sytuacji, gdy prowadzą działalność na kurczącym się rynku, przy relatywnie niskich marżach, obciążenia z tego mogą się okazać nie do udźwignięcia. – mówi Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej.

Koniec marzeń o rozwoju logistyki na ścianie wschodniej

Skala obciążeń oraz sposób ich egzekwowania przez administrację celno-skarbową prowadzą do sytuacji, w której działalność transportowa traci sens. Decyzje administracyjne są wykonalne natychmiast. Co prawda firma może dochodzić swoich racji przed sądami, ale takie procesy mogą się ciągnąć latami. W praktyce oznacza to konieczność natychmiastowego poniesienia wysokich kosztów przez przedsiębiorstwa, które nie miały możliwości przeciwdziałania nieprawidłowościom.

Firmy dostają wezwania do uregulowania kar związanych z przewozami sprzed kilku lat. I obawiają się, że za chwile dotrą do nich kolejne, podobne decyzje. Skala zjawiska przybiera więc na sile i skutecznie zniechęca do dalszego angażowania się w obsługę transportów przez wschodnią granicę – dodaje dr Jakub Majewski.

Problem odczuwalny jest szczególnie w województwie lubelskim, które już straciło znaczną część rynku w związku z sankcjami nałożonymi na import towarów z Rosji i Białorusi. Dalsze ograniczanie przewozów w tym rejonie tylko wzmacnia negatywne trendy. I pogłębia recesję, skutkując redukcją skali działalności firm i likwidacją miejsc pracy, szczególnie dotkliwą na w rejonach przygranicznych Polski Wschodniej.

Potrzebna pilna zmiana wytycznych KAS

Sprawę opisuje szczegółowo Fundacja ProKolej w apelu skierowanym do Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. W obszernym piśmie organizacja podkreśla, że obecna praktyka prowadzi do przenoszenia odpowiedzialności na podmioty, które działały w dobrej wierze i nie miały realnych narzędzi do weryfikacji danych przekazywanych przez inne strony łańcucha dostaw. Jedynym ratunkiem dla branży jest więc zmiana interpretacji przepisów i ściganie sprawców nadużyć, a nie firm rzetelnie wykonujących usługi transportowe.

Podobne artykuły